poniedziałek, 12 października 2020

52

 162. "Listopad" Sebastia Cabot

Historia gościa, który jest rozmemłany, przemocowy, stalkuje swoją dziewczynę, jednocześnie totalnie mając gdzieś ich relację, dom, pracę, przyjaciół. Przemocowa postać pokazana świetnie, mimo że tu prawie nie ma żadnego tekstu. Kreska niezła, ale brakowało mi kolorowych stron. Nie lubię komiksów monochromatycznych.

 

Arta Blakey'a?!

Mi się podoba?! (powtórzone 2 razy!)

Listopadu.

 

163. "Rewolucje 10" Jerzy Szyłak & Mateusz Skutnik 

Świetna historia świetnie narysowana! Najbardziej w komiksach lubię sztukę, kreskę, rysunki, ale jeśli towarzyszy im dodatkowo dobra historia, to już full wypas! Tu tak jest. Bohaterowie są człekokształtni, ale wyglądają jak Obcy. I - co najlepsze! - każda twarz każdego Obcego ma cechy charakterystyczne! One nie są identyczne, każda jest inna niż reszta! Obłęd. I jeszcze te kolory - moja ulubiona paleta: fioletowy, różowy, zielony.



 

164. "Myszart" Thierry Joor & Gradimir Smudja

165. "Myszart w Wenecji" Thierry Joor & Gradimir Smudja 

Kapitalny i uroczy pomysł! Myszart - brzmi to słodko dwuznacznie - to mysi Mozart, który z całą rodziną potajemnie zamieszkał w fortepianie Salierego... Wilka. :) Cesarska rodzina to gęsi, dwór to papugi, kucharzem jest lis, służącymi i zdrajcami są koty (to mnie urzekło!), Stradivarim jest szczur. Wszystkie postacie tutaj to antropomorfizowane zwierzęta w strojach dawnych. Coś pięknego! Cudowne, kolorowe ilustracje! Widoki z bardzo różnych kątów i perspektyw. Niektóre przypominają wręcz obrazy z epoki. Wenecja w II tomie przepiękna! W kanałach pod wodą - ryby w strojach z epoki - jakie to urocze!





 


166. "Góry Szaleństwa. Na motywach powieści H. P. Lovecrafta" Adam Fyda

Kiedyś się zaczytywałam HPLem, więc komiks bardzo mi się podobał, zwłaszcza kreska, bo tylu błędów w tak minimalnym tekście jeszcze nigdy nie widziałam! Wstyd, autorze!



8 listopad 1930, 24 listopad, 22 styczeń - to się powtarza w całym tomie! Żadnej korekty tu nie było!

Albo 28. grudnia, 9. stycznia. Na litość boską!

coś takiego się nie zdaża - OJP, no to już jest... brak mi słów!!!

...w bostońskim porcie, który machinalnie włożyłem do kieszeni (niezła kieszeń, mieszcząca port!)

 

167. "Pablo. Integral" Julie Birmant & Clement Oubrerie 

Historia Picassa jest opowiedziana z punktu widzenia jego muzy i kochanki, Fernande Olivier. Fantastycznie ilustrowana ta opowieść, każdy pojedynczy obrazek jest miniaturowym dziełem sztuki. Lubię właśnie takie komiksy, a nie takie, gdzie jest 5 kolorowych ilustracji na krzyż, a reszta B&W. Ale tłumacz temu komiksowi zaszkodził potwornie. Nigdy nie widziałam aż tylu błędów, ile w tym króciutkim tekście!

wszem i wobec, nic ją nie interesował, wymyśleć, dziewczyna pełna wesz, wygląda pan promieniująco, społeczność Montmartczyków, mi też, jest nie praktykowana, wte i wewte, mi się podoba, to czego potrzebuję, życie z muchami liczonych w tysiące,

Tropy: Muzy Picassa: https://niezlasztuka.net/o-sztuce/siedem-muz-glownych-o-kobietach-zyciu-sztuce-picassa/

 


168. "Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza" Nancy Springer 

169. "Enola Holmes. Sprawa leworęcznej lady" Nancy Springer 

170.  "Enola Holmes. Sprawa złowieszczych bukietów" Nancy Springer

Całkiem sympatyczna opowieść o 14-letniej dziewczynie, młodszej siostrze Sherlocka Holmesa, która nie zgadza się, żeby bracia oddali ją do szkoły dla panien i zmusili do małżeństwa, więc ucieka. Matka, która się ukrywa, zostawia jej pieniądze na utrzymanie i szyfrowaną książeczkę, dzięki której porozumiewają się ogłoszeniami w gazetach. Enola chce zostać perdytorystką i szukać zaginionych osób, ale oficjalnie, nie ukrywając się, będzie mogła to robić dopiero za 7 lat, czyli po uzyskaniu pełnoletniości, bo wtedy bracia nie będą już mogli do niczego jej zmusić. Sporo tu odniesień to ówczesnej rzeczywistości, dzięki temu czyta się to lepiej, niż ogląda film (w którym nb. treść zmieniono tak absurdalnie, że aż... szkoda).

Enolo, (kogo?) Reginalda Collie, doktora Lesliego, ja zamiast Ja

Inwalidów jestem gotowa darować, bo w XIX wieku to słowo pewnie jeszcze nie miało pejoratywnego znaczenia.

Ale nie sposób darować tych bzdur, że ogon szczurzy jest obrzydliwy i bezwłosy - skąd autorka bierze te i inne bzdury o szczurach?!

"Bycie mężczyzną polega na niemożności bycia kobietą".


171. "Zanim zaczniemy" Dominik Szcześniak & Rafał Trejnis 

Nie zaczarował mnie ten komiks ani historią, ani kreską. To irytujące, kiedy wydawca oszukuje, dając piękną kolorową okładkę, sugerującą, że taki sam będzie środek, a potem w środku nic nie zachwyca, w ogóle nawet nie ma koloru, który mógłby poprawić ilustracje. Liczba błędów w tym tomie przytłacza! Totalny brak szacunku dla czytelnika. Nie mam ochoty na kolejne tomy.

codzień, rew'y, pod rząd, przeż (zamiast przecież), nie znającego, ubrałaś falbankowe prześcieradło (w co??)

 

172. "Głosy z zaświatów" Remigiusz Mróz 

Ciekawa historia, jak na ogół u Mroza, ale znowu używa tych samych klisz - znowu oskarżają niewinnych. Znowu jakieś dzieciory się kręcą i przeszkadzają. A Seweryn jakoś nadal nie umiem polubić, chociaż spodobało mi się bardzo jego jedno zachowanie wobec Kai. Chociaż rak zachował się przyzwoicie. W cyklach kryminalnych (wszystkich, nie tylko u Mroza) tak mi bardzo brakuje po prostu uczciwego detektywa, który byłby też uczciwym człowiekiem, a ciągle dostaję jakichś zdrajców, oszustów, pijaków, ćpunów. Nie ma takiej serii z kimś normalnym?

będę potrafił - już naprawdę nie wiem, jak to skomentować, autor zmusza tych korektorów do tego pod groźbą rozstrzelania?! Szantażuje jakoś?! Ale dlaczego sam w ogóle tak pisze?! Jego ktoś szantażuje?? Bo przecież nikt z własnej woli by tak nie robił, a już na pewno nie korektor i nie redaktor!

 

173. "Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz 

174. "Echo z otchłani" Remigiusz Mróz 

Tym razem autor zafundował nam drogę przez mękę. Potrzebował ok. 200 stron, żeby cokolwiek się zaczęło dziać w tej książce. Jeśli się je wytrzyma, to potem jest już ciekawie. Mróz stworzył ciekawe światy, byłby z tego fajny serial - gdyby ktoś sporo zainwestował w efekty. Kosmos, zabawa z tunelami czasoprzestrzennymi, obce cywilizacje, igrzyska

kujną nas tym

ciemnie pod oczami

będą potrafili - no to naprawdę musi być jakaś wstrętna zabawa Mroza! :/

serce rośnie

 

175. "Wiara" Anna Kańtoch 

Uwielbiam Kańtoch, kryminały pisze tak samo doskonałe jak fantasy. Dla mnie jej kryminały należą do najlepszych na rynku, powinniśmy je eksportować. W tym splecione są 2 historie - jedna sprawa to morderstwa, jakich ktoś dokonuje na młodych dziewczynach; druga to feralna plebania w tej samej wsi co mordy - działy się tak jakieś dziwne historie, dziwne śmierci, jakieś tajemnice, o których nikt nie chce mówić. Nowy ksiądz postanawia te tajemnice odkryć. I równolegle mamy prywatne śledztwo księdza i milicyjne śledztwo w sprawie śmierci dziewczyn (to lata 80.).

Mogę się przyczepić tylko do 2 rzeczy. Pierwsza to wydanie - jest skandaliczne, koszmarne. Książka jest ciężka, nie da się jej utrzymać w rękach i przytrzymać, żeby się nie zamykała. Nawet opieranie jej o coś się nie sprawdza, bo się nie trzyma, trzeba cały czas mieć napięte mięśnie, co prowadzi do dyslokacji, bólu i zapalenia ścięgien. Do tego napisane to jest takim maczkiem, że nawet okulary nie wystarczają, potrzeba lupy. :/ Druga sprawa to dziwna maniera, której nie lubię: jeśli w ciągu jednego dnia dzieją się różne rzeczy, to autorka nie opisuje najpierw jednej (np. wyjazdu Hanki na Śląsk), a potem drugiej (poczynania księdza w tym samym czasie), tylko szatkuje obie historie i na chybił trafił miesza ich akapity. Kawałek o księdzu, kawałek o Hance - i tak bez przerwy. To nie do zniesienia!

W sumie jest jeszcze jedna rzecz. Osoba sparaliżowana od pasa w dół jest osobą całkowicie samodzielną, nie potrzebuje ani żeby ktoś z nią zostawał w domu, ani opieki, przeciwnie, sama może się zajmować i sobą, i domem - nic nie stoi na przeszkodzie. Na wsi obejściem może się nie zajmie, ale domem jak najbardziej!

 

176. "Paradoksalna psychologia" Sławomir Jarmuż 

Długo się rozkręca, dopiero po jakimś czasie autor zaczął poruszać faktycznie ciekawe tematy - ciekawe, bo nowe, badania po roku 2000, czyli po tym, jak skończyłam studia. Nie stawiam wyższej oceny, bo książka napisana jest słabo (to nie Doliński), a poza tym znowu nie ma ani słowa, jakie są wyniki badań u autystów. Tylko sami entecy, słabo.

 

177. "Mock. Golem" Marek Krajewski 

Bardzo lubię ten cykl, ale pewne mankamenty już mnie denerwują. Zwłaszcza 2 rzeczy - bezsensowne wymienianie nic niemówiących nazw ulic i wielkie mecyje, jakie Mock robi z alkoholu. Czekałam długo, aż rzuci, bo nie znoszę pijaków, ale jak to w końcu zrobił, to histeryzuje i obraża ludzi bez powodu, a idzie mu o alkohol właśnie. Nie chcę, to nie piję - to jest proste. Ale nie, jak Mockowi ktoś zaproponuje alkohol, to zamiast zwyczajnie odmówić, obraża się na tego kogoś i obraża jego, łącznie z fochem i opuszczeniem automobilu, bo on nie będzie pił! No jakby go ktoś zmuszał, do licha! Za to on usiłuje zmuszać innych, żeby też nie pili - bo albo rozmowa bez alkoholu, albo Mock wychodzi. LOL, no śmieszne te foszki jak u dwulatka w piaskownicy.

Z tą hipnozą to też nie bardzo. Nawet jeśli Mock i Smolorz zrobili to świadomie, tylko zasłaniając się hipnozą, nie mogliby zostać uniewinnieni w sądzie! Bo człowiek w hipnozie NIE zrobi tego, czego by nie zrobił świadomie!

pod rząd

178. "Pan tygrys dziczeje" Peter Brown (5) [B]

Przepięknie ilustrowana książeczka dla najmłodszych o manierach. Ujęła mnie tym, że piętnuje dosłownie ryki w miejscach publicznych! I bez moralizowania!



piątek, 25 września 2020

51

10.08
Miałam mieszkanie, ze 2 razy większe niż obecne, które poruszało się po mieście po torach tramwajowych. :)


18.08
Śnił mi się tata. Testował samochód - białego, obłego mercedeesa. Wsiadłam razem z nim i byłam rozczarowana tym samochodem. Taki drogi, a taki lichy i niewygodny, siedzenie miał tak wąskie, że musiałam wciskać się bokiem, nie dało się usiąść normalnie. Dach był tak nisko, że trzeba było trzymać głowę pochyloną bokiem.


19.08
Jaki miałam dziś dziwny sen. Byłam u Chilly. Chilly miała siostry bliźniaczki w wieku 5 lat. W domu była tylko jedna, druga nie wiem, gdzie był, ale martwiłam się, że ta jedna już się do mnie przyzwyczaiła, bo już się jakiś czas znamy, ale czy z tą drugą też tak będzie? Tata Chilly i bliźniaczek powiedział, że wygrał w konkursie 2 toaletki dla dzieci, jutro je przywiezie i będą stały... na środku pokoju Chilly.  Nikogo to nie zdziwiło. :)

Chilly miała jeszcze w domu brata, który nie wychodził z pokoju. A potem przyjechały jakieś jej koleżanki. I mieszkanie nagle się powiększyło. Ktoś otworzył niewidoczne drzwi w ścianie i okazało się, że za nimi są kolejne pokoje. :)

Drugi sen był bardzo realny. Byłam na wózku w Śródmieściu. Próbowałam się dostać na Krakowskie Przemieście na całej jego długości - było wiele prób, wszystkie od tyłu, w sensie że od zaplecza kamienic, bo nigdzie nie było normalnego wejścia od frontu - jak zwykle, jeśli ON w ogóle mogą gdzieś wejść, to tylko od tyłu jak złodzieje albo gorsi krewni, nigdy od frontu. Tym razem jednak nawet od tyłu nie dawało się wejść, wszędzie wszystko pozamykane albo schody, albo krawężniki, albo za wąskie futryny. A od frontu na ulicy była wielka impreza z kilkoma orkiestrami, w tym wojskową, masa ludzi.

Pamiętam, że tam od tyłu spotkałam fantastyczną twórczynię przepięknej biżuterii.


20.08
Jestem na osiedlu bardzo bogatych domów z basenami, pogoda jak w Kalifornii. Jestem nielegalnie w cudzym domu i ratuję 2 małe koty, które właściciele chcą dać swojemu psu (pies jest duży i masywny, ale widzę go od tyłu i z boku, więc tylko się domyślam, że to amstaff lub ktoś podobny). To kot i kotka,  ona jest mała, ma ok. 1.5 miesiąca, on jest większy, ma może ze 2 miesiące. Ją można złapać jedną ręką pod pachy, jego już niestety nie. Najpierw mam problem, żeby te koty złapać, nie chcą być złapane, choć wiem, że wiedzą, co je czeka. Koty-samobójcy? Jakoś mi się je udaje dorwać, biorę jedno pod jedną pachę, drugie pod drugą, ale pies usiłuje mi je wyrwać z rąk, doskakuje to do jednego, to do drugiego. Nie atakuje mnie, nie chce robić krzywdy człowiekowi, ale koty to co innego - one atakują i zabijają, nawet gdy nie są głodne, i bawią się swoją ofiarą jak zabawką. Ja wiem i pies wie, że to ma być dla nich kara, nienawidzę ich za to, że są tak podłe, ale jednak nie umiem się pogodzić z ich śmiercią, więc je ratuję. Wiem, że dla psa to rozrywka, a nie jedzenie (gdyby był głodny i chciał je zjeść, być może byłoby inaczej).

Pies odgryza nogi kotce w kolanach. Nogi leżą na ziemi i widzę, że są odgryzione tak gładko, jakby ktoś je obciął nożem, a nie zębami. Uciekam z kotami przez ogród do sąsiedniego domu. Tam też są jakieś psy i boję się, że natychmiast wyczują krew albo usłyszą hałasy, bo koty nawet nie miauczały, tylko wydawały jakieś dziwne wrzaski, jakby chciały atakować - cały czas chciały być znalezione i zabite!

Nagle z offu słyszę głos Morgana Freemana (którego uwielbiam, zwłaszcza jego głos!), że nie można kogoś ratować wbrew jego woli, że nie można kogoś ocalić wbrew jego woli, bo wtedy to jest przemoc, a nie pomoc. I że nawet prawo pozwala na odmowę leczenia i samobójstwo! Natychmiast wiem, że to prawda i sen się urywa, więc nie wiem, czy w końcu dałam za wygraną.


23.08
Dziś śniło mi się, że odwiedzałam Renatę, koleżankę z klasy z podstawówki. Jej mama miała mnóstwo bardzo ciekawych książek naukowych, socjologicznych, psychologicznych, o Japonii itd. Z całej wizyty pamiętam tylko, że je oglądałam, czytałam i bardzo chciałam pożyczyć, na co mama mi pozwoliła, choć wymagała zapewnienia, że ich nie uszkodzę. Bardzo byłam tym przejęta.

Potem byłam z Renatą w jakimś naukowym muzeum, gdzie można było czytać książki albo ich słuchać przez słuchawki. Usłyszałam tam, że Japończycy bardzo lubią autystów.


24.08
Jestem na jakiejś uczelni i chcę się dostać na studia podyplomowe - social studies. Są ze mną 2 życzliwe kobiety, chyba asystentki ON. Idziemy korytarzem, co chwilę jakieś schody i wąskie przejścia, asystentki muszą sprowadzać wózek. W pewnej chwili słyszę, jak studenci między sobą rozmawiają i jedna mówi, że dopóki ta uczelnia będzie taka nieprzystosowana, dopóty zawsze będzie tylko drugo- czy trzeciorzędną szkółką. Trudno się nie zgodzić.

Idziemy do WC. Okazuje się, że jest koedukacyjna. Dla ON tylko jedna kabina (wiadomo, że ON nie mają płci, nieprawdaż). W ubikacji sporo ludzi. Postanawiamy sprawdzić, czy do kabiny dla ON można wjechać wózkiem - okazuje się, że nie, futryna za wąska i nawet ręczny wózek nie wchodzi.

Spotykamy jakąś przedstawicielkę uczelni, która wręcza mi papier i temat egzaminu i mówi, że będę egzaminowana tylko pół godziny, ale mogę sobie zrobić notatki. To oznacza, że mam tylko chwilę na napisanie pełnego eseju, który na egzaminie odczytam - mniej czasu niż na maturze! Sprawni mają pełny czas, ja nie. Zastanawiam się, po co w ogóle chcę to studiować, skoro już na dzień dobry uczelnia na każdym kroku dyskryminuje ON. Jak na takiej uczelni mają wyglądać social studies?


26.08
Śniło mi się, że miałam operację kręgosłupa. Po operacji leżałam na prawym boku, bo nie mogłam inaczej, a kręgosłup bolał koszmarnie. Po przebudzeniu okazało się, że faktycznie bolał koszmarnie - po raz kolejny mózg zamiast mnie obudzić, odstawia taki cyrk ze snem. :(


11.09
Mieszkanie moich rodziców. Jestem tam ja, matka i Ola. Matka chce nam pokazać jakiś trick z ogniem i nie słucha, kiedy jej mówię, żeby tego nie robiła. Oczywiście wybucha pożar, płomienie zajmują od razu pół podłogi w przedpokoju. Lecę do kuchni po wodę, ale od razu krzyczę do Oli, żeby rzuciła na ten ogień kołdrę. Ola to robi, więc jak wracam do przedpokoju z garnkiem wody, to płomieni już nie ma, tylko lekki żar na wykładzinie, na którą wylewam wodę. To tylko jeden garnek, a wody jest tyle, jakbym polała podłogę szlauchem, ale ogień znika. W tym momencie otwierają się drzwi wejściowe i wchodzi tata - wiem, że z pracy - i pyta, co się dzieje. 

Jakie to znowu realne! Matka powoduje problem zagrażający zdrowiu i życiu i nie kiwnie palcem, żeby go rozwiązać. Problem w całości spada na mnie, a ja staję na wysokości zadania. Proszę o pomoc przyjaciółkę - i tę pomoc uzyskuję. To realna pomoc. Tata przychodzi na gotowe. Niby chętny do pomocy, ale pojawia się w takim momencie, kiedy już nic ważnego nie trzeba robić. 


17.09
Śniło mi się, że dostałam bukiet liści i polnych kwiatów do prac. Ech. Dlaczego w realu tak nie ma? :(


(Marta Wasilewska-Frągnowska)


czwartek, 24 września 2020

50


141. „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” Renata Kim

Rozpoznaję je od razu, wszystkie mają ze sobą coś wspólnego. Jakiś rodzaj gorączkowej ekscytacji, gdy opowiadają swoje historie. I łzy, które pojawiają się nagle, a potem już nie przestają płynąć. Żal, że nikt nie rozumie, co im się przydarzyło. Ale przede wszystkim złość, że człowiek, który im te wszystkie straszne rzeczy zrobił, nie poniósł żadnej kary, że chodzi z podniesioną głową i poluje na kolejną ofiarę.

 

Przecież już po pierwszej przykrej sytuacji, kiedy płakały z poczucia krzywdy i upokorzenia, przychodziły im do głowy takie słowa jak narcyz, socjopata, a nawet psychopata. Odpychały je od siebie, nie chciały takich diagnoz. Zwłaszcza że on zaraz potem znowu był czarujący, znowu się starał, łatwo było zapomnieć o tym, co się stało.

 

Bo sprawca nie wypuszcza ofiary z rąk, zbyt mu jest z nią dobrze, zbyt wygodnie, zbyt mu jest potrzebna. Do wykorzystywania, do oszukiwania, do poniżania. Ale przede wszystkim, by mieć poczucie władzy i kontroli.

 

Wszyscy moi bohaterowie mówili jedno: najgorsza w przemocy psychicznej jest samotność. I to, że rozpoznają ją tylko terapeuci i psychiatrzy. Oraz ci, którzy sami taki koszmar przeżyli.

[ale psychologowie już niestety nie! są niedouczeni]

 

To była klasyczna gra w przyciąganie – odpychanie, która jest jednym z najskuteczniejszych mechanizmów manipulacji, silnie wiążącym. Ofiara nigdy nie ma pewności, a manipulator bardzo dba o to, aby nie wiedziała, czego może się spodziewać. Dziś jest cudownie (bliskość, zaufanie, ciekawe rozmowy, wspólnota poglądów, uwodzenie), a zaraz potem zimno i daleko (brak czasu, obojętność). Taka huśtawka nadziei i rozczarowania oparta jest na mechanizmie nieregularnych wzmocnień. Dlatego mocno trzyma, bo pozwala ofierze pozostawać w nadziei, że może następnym razem znów będzie dobrze i ciepło.

 

Ze sprawcami przemocy się nie mediuje.

 

Ale prędzej czy później zaczyna się koszmar. Toksyczny człowiek zaczyna wysysać z ciebie życie, odbiera ci wszystko, co w sobie ceniłaś, z czego byłaś dumna. Zaczyna cię niszczyć. Spalać. Pożerać. I ani przez chwilę nie zastanawia się nad twoimi uczuciami.

Toksyczny człowiek stosuje przemoc psychiczną. Doprowadza cię do wyczerpania, łamie serce. I ekscytuje się, patrząc, jak cierpisz. To przerażające, wiem, ale tacy ludzie naprawdę istnieją. I udają, że chcą cię uratować przed złym światem. Tymczasem chodzi im wyłącznie o to, by z uśmiechem patrzeć, jak toniesz.

Robert M. Drake, amerykański pisarz i poeta

 

Pamiętam, jak po raz pierwszy usłyszałem, że chyba mam coś z głową, powinienem iść do psychiatry i zacząć się leczyć, na pewno brakuje mi jakiegoś pierwiastka w mózgu. Prozac dostanę i wszystko będzie dobrze.

[Dżizas, czy on był związany z moją matką, czy oni wszyscy wymyślają te same śpiewki dla swoich ofiar?!]

 

Przegrała pani kiedyś walkę o zdrowie pacjentki, bo manipulator okazał się silniejszy?

          Tak. Bo kiedy po terapii ofiara zaczyna stawiać granice, to manipulator widzi zmianę i nie jest nią zachwycony, więc zaczyna tak działać, by nie dopuszczać do dalszej przemiany. Obraża terapeutę, mówi, że nagadał głupot i chce coś zmieniać w związku, w którym wszystko jest dobrze.

 

A czy oni wiedzą, że mają problem?

          Nie widzą błędów w sobie, to raczej cały świat jest zły. Nie dopuszczają tego do siebie, nie biorą w ogóle odpowiedzialności za swoje czyny. Natomiast sfera intelektualna i poznawcza nie jest u nich zaburzona, więc jeśli taki człowiek dostanie przed nos kryteria zaburzenia, to będzie wiedział, że je spełnia. Ludzie chcą siebie widzieć jako dobrych, więc manipulator zrobi wszystko, by siebie wybielić, a wmówić ofierze, że to jej wina, to ona zrobiła coś złego i zasłużyła na karę. Jeśli trafią na osobę z niskim poczuciem wartości, ułatwi im zadanie, bo będzie najpierw szukać winy w sobie.

 

Nazywałam to robieniem wody z mózgu. Ja jestem bardzo uporządkowana, niczego nie gubię, wiem, gdzie co w domu leży, ale odkąd on się do mnie wprowadził, rzeczy zaczęły ginąć. Szukałam ich, czasem nawet prosiłam mamę o pomoc. A one nagle pojawiały się w zupełnie innym miejscu. Albo w takim, które przeszukałam już sto razy. A on wtedy mówił: przecież to zawsze tutaj było, widziałem. Triumfował: no widzisz, jaka ty jesteś roztargniona. A może coś z tobą jest nie tak? Może masz jakieś zaburzenia? – opowiada czterdziestopięcioletnia Agnieszka, wykładowca uniwersytecki z Warszawy.

[to samo robiła matka, kiedy się włamywała, jak byłam w szpitalu!]

Bo słowa to było jedno, a czyny drugie. Zapewniał o miłości, a robił coś zupełnie innego, zwyczajnie mnie dręczył. Właśnie po to, żebym nie polegała na swoim rozumie, robił te różne manipulacje z rzeczami w mieszkaniu. Żebym samej sobie nie wierzyła – wspomina. Tamta historia zdarzyła się kilka lat temu, a ona wciąż się trzęsie, kiedy ją opowiada.

 

Bo gdybym była bombardowana wyłącznie negatywnymi bodźcami, szybko bym uciekła. A przecież kat nie może do tego dopuścić, ma z ofiary wymierne korzyści, nie chce z nich zrezygnować. Dlatego po awanturze musi ją znowu zanęcić, rybka musi być znowu złapana.

 

Zrobiła za to jedną mądrą – jak dziś ocenia – rzecz: zaczęła zbierać informacje o przemocy psychicznej, czytała literaturę fachową, uczyła się.

          Szybko dowiedziałam się, że to na pewno nie była miłość. Bo miłość opiera się na szacunku, na zaufaniu, a u nas nie było o tym mowy. Ja byłam popychana, szturchana, wyzywana, opluwana, kontrolowana, zamykana w domu w pomieszczeniach bez światła, pilnowana. Nie liczono się z moim zdaniem – wylicza monotonnie.

 

Kim jest narcystyczny psychopata?

Andrzej Cichocki: To zwykle osoba inteligentna, bardzo elokwentna, o dużym uroku osobistym, co oczywiście powoduje, że łatwo nawiązuje kontakty. Zawsze musi brylować i być na pierwszym planie. Takie osoby zawsze mają zawyżoną samoocenę – ale tę cechę nie zawsze rozpoznajemy od początku, z reguły potrzebujemy trochę czasu. Taki człowiek z łatwością kłamie i manipuluje innymi, oczywiście bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Nie potrafi odczuwać emocji innych osób, ma zerową empatię. Jest impulsywny i słabo kontroluje emocje. Dla psychopaty nie istnieją żadne autorytety poza nim samym, nie przestrzega żadnych reguł. Potrzebuje adrenaliny i agresji – to między innymi go napędza. No i nie czuje żadnej odpowiedzialności za swoje reakcje, czyny. Liczy się tylko on.

 

Strach psychopaty przed ujawnieniem tego, kim w rzeczywistości jest, staje się tak silny, że zrobi wszystko, żeby więzień pozostał więźniem.

 

Czego psychopata chce od swojej ofiary?

            Całkowitej uwagi. Posłuszeństwa – jest przecież panem i władcą rzeczy i osób. Dąży do rozbicia jej wewnętrznego spokoju – ofiara zaczyna wątpić w siebie, jest zdezorientowana, aż w końcu traci całkowicie zaufanie do samej siebie. Psychopata chce też toksycznego zaufania – to daje mu kontrolę nad myślami, decyzjami i zachowaniami ofiary (...).

 

A dlaczego sprawca tak bardzo nie chce wypuścić swojej ofiary z rąk?

          A kto wtedy dawałby mu poczucie władzy i wszechmocy? Panowania nad ofiarą? Kto miałby tę rolę pełnić? Ofiara przemocy jest dla sprawcy bardzo ważnym elementem jego życia. Nikt inny poza nią nie podporządkował mu się tak bardzo. To go żywi. On na swój sposób jest bardzo mocno związany z ofiarą. Nie może dopuścić myśli, że ktoś, kogo udało mu się spacyfikować i podporządkować sobie, nagle staje się niezależny. Poza tym, gdyby ofiara odeszła, miałby poczucie klęski, czułby się pokonany. Czułby, że go przerosła, że jest silniejsza od niego, a on nie może przecież do tego dopuścić. Nie wiadomo, czy będzie w stanie tak zdominować kolejną osobę. Dlatego zrobi wszystko, żeby ofiarę przy sobie zatrzymać. To, że ją zdradza, bije, okazuje niechęć i brak szacunku, że ją poniża, to są mechanizmy władzy. Dzięki nim ma wrażenie, że kontroluje sytuację. Szkoda by było to wszystko stracić.

 

Rzuciłam się nawet na DSM IV, amerykańską klasyfikację zaburzeń psychicznych, i znalazłam opis osobowości narcystycznej. Pisano, że taki człowiek ma wyolbrzymione wyobrażenie o swojej ważności. Jest pochłonięty urojeniami o nieograniczonym sukcesie i władzy, sądzi, że jest jedyny w swoim rodzaju, cierpi na nadmierną potrzebę podziwu. Uważa, że wszystko mu się należy, wykorzystuje innych w relacjach interpersonalnych. Nie odczuwa empatii, za to często czuje zazdrość. I jest arogancki.

 

 

Te cytaty powyżej to tylko część prawdy. Część tego, z czym muszą się mierzyć ofiary przemocy. Zobaczcie, że jak już ktoś się zdecydował o tym pisać, to dzieli ofiary na te lepsze - które doświadczyły przemocy na własne życzenie, wiążąc się z przemocowcami, i te gorsze, które nie są niczemu winne, z nikim się nie związały, te, które przemocowiec urodził i wychował, te które są ciężko chore, niepełnosprawne i fizycznie nie mają jak uciec od przemocowej matki, choćby chciały. To te, o których nie warto wspominać. Bo one nie chcą być ofiarami, bo dokonują transgresji, uciekając cudem od przemocowych matek, bo nie rozumieją, jak sprawne kobiety mogą chcieć być z przemocowcami, bo nie mają poczucia winy, nigdy się na tę przemoc przecież nie zgadzały, tylko nikt im nie pomógł. O nich się nie mówi, bo ci, którzy już mówią o przemocy, też należą do tych, którzy nic nie zrobili, nie pomogli im? 

 

Powszechnie widzi się jedynie przemoc partnera wobec sprawnej partnerki, choć do związku potrzeba chęci z obu stron. Nie mówi się o przymusowych relacjach, w których matki rodzą sobie ofiary, z którymi mogą robić, co zechcą, szczególnie jeśli te ofiary są niepełnosprawne i nie mają fizycznej możliwości, żeby się jakkolwiek bronić czy zwyczajnie wyjść z domu i nie wrócić. 

 

Ponad 80% ON doświadcza przemocy od swoich rodzin, głównie od matek. 

 

Jak ofiara fizycznie zależna od przemocowca ma od niego uciec? Jak ma zejść ze schodów, kiedy nie ma windy? Jak ma się sama podnieść z łóżka? Co ma zrobić, kiedy państwo dodatkowo sankcjonuje tę przemoc, płacąc za nią przemocowcowi zasiłkiem pielęgnacyjnym i nie kontroluje sytuacji?!

 

Ofiara sprawna może w każdej chwili zrobić to, o czym ofiara niesprawna może jedynie marzyć. Ofiara sprawna ma wybór przez całą dobę. Mało tego, może jeszcze pomóc jakiejś innej ofierze. I często nie robi tego. Jeśli tak będzie się przedstawiać ofiary przemocy, to jak można liczyć na jakiekolwiek wsparcie?! To zrobi więcej szkody niż pożytku. Te dziwne opisy brzmiały jak z Greya, nawet stylistycznie, jak zmyślone teksty harlekinów. Taka stylistyka ośmiesza ofiary przemocy. TAK NIE WYGLĄDA PRZEMOC!

 

Bardzo jednostronny obraz „ofiary”. W tej książce to zawsze sprawny, entecki partner bądź partnerka, czyli akurat osoby najmniej narażone na przemoc i jednocześnie takie, którym najłatwiej po prostu wyjść z domu i z relacji przemocowej. Takie, które mają dużo siły i chęci, żeby znosić przemoc, a nie takie, które nie są w stanie albo które od początku protestują i nie zgadzają się na przemoc. Ofiary, które nie mają żadnej możliwości obrony, są tu całkowicie pominięte. 

 

Jeszcze jedno: autyzm nie tłumaczy przemocy! Przemoc nie jest objawem autyzmu ani ZA! Jak psycholog może takie farmazony wypisywać?!

 

Najciekawsze są wywiady z ekspertami - ludźmi znającymi się na przemocy psychicznej, aczkolwiek też są stronnicze i tak jak wyżej napisałam, widzą jedynie przemoc w związkach miłosnych. To przykre, że najbardziej poszkodowanych się znowu wyklucza. 

 

Nie rozumiem sensu wstawiania do tej książki relacji osób, które same okazały się przemocowe, jak np. Alicja, która zastosowała przemoc ekonomiczną wobec skrzywdzonych kobiet. Po co udawała ofiarę? To było podłe. 

 

przez te pół roku

142. „Zdrój” Barbara Klicka

Krótka opowieść o pobycie młodej kobiety w sanatorium. Sanatoryjne schematy, w których nie można się odnaleźć. Strumień świadomości prawie jak u Bernharda. :)

 "Nie ma podjazdu. Tylko schody i dźwig dla wózków inwalidzkich. Żeby go uruchomić, trzeba iść do recepcji, po schodach, poprosić kogoś, żeby się pofatygował".


143. „Skazani na ciszę” David Lodge 

Powieść akademicka o profesorze lingwistyki, który ma problemy ze słuchem. Chwilami zabawnie, jak to u Lodge’a, ale sama postać mnie mocno dziwi. Zamiast uczciwie powiedzieć rozmówcy, że niedosłyszy, profesor okłamuje każdego rozmówcę, i to nie tylko w sprawie niedosłuchu, ale w każdym temacie, jaki porusza w rozmowie! Swoim zachowaniem - a nie niedosłuchem - powoduje różne sytuacje niekomfortowe albo wręcz niebezpieczne dla innych, bo zamiast dopytać, jeśli czegoś nie wie, dopowiada sobie jakieś zmyślne urojenia. Dlaczego NT, jak już muszą sobie dopowiadać te bzdury i zmyślać, nie zmyślą prawdy albo chociaż czegoś, co się o nią ociera, tylko wymyślają najbardziej absurdalne domysły??

W tej powieści nie ma ani jednego porządnego bohatera, którego można by polubić. Bohater-narrator - oszukuje ludzi jak NT. Ojciec bohatera to psychopata, który nie chce się leczyć, za to chętnie jest podły, wulgarny i zatruwa innym życie. Studentka bohatera - kolejna psychopatka niszcząca innym życie. Żona bohatera - nabiera się na psychopatyczny czar studentki.

Mądrych psów się nie tresuje, tylko trenuje albo uczy! A w książce mowa jest właśnie o tych 30% najinteligentniejszych psów, które zostają pomocnikami dla niepełnosprawnych, niewidomych i niesłyszących!

„Język jest tym, co stanowi o naszym człowieczeństwie, co odróżnia nas od zwierząt z jednej strony i maszyn z drugiej, co sprawia, że jesteśmy istotami świadomymi, zdolnymi do tworzenia sztuki, nauki, całej cywilizacji. Jest kluczem do zrozumienia wszystkiego”.

 

144. “Przeżyć” Elisabeth Revol

Revol opisuje okoliczności zdobycia Nangi i śmierci Tomka Mackiewicza. Nawet sobie nie wyobrażam, co czuła, a właściwie to na co on ją naraził. Opis jest dramatyczny! I znowu widać wyższość piszących kobiet nad facetami - to się czyta z wypiekami! Żaden wspinacz nie umie tak pisać.

Ta książka pokazuje, jak skrajnie Tomek był nieprzygotowany na tę wspinaczkę. Gdzie miał gogle, zapasowe rękawice, apteczkę, leki?? To zaowocowało śnieżną ślepotą, odmrożeniami rąk i obrzękiem płuc - to była śmierć samobójcza! Zrobił to z premedytacją. Ale po co dodatkowo narażał Elisabeth?! Ona jest niską, lekką, delikatną kobietą przy nim, to on powinien jej pomagać, a nie jeszcze się na nią zwalać! Nigdy nie miała szans go sprowadzić po poręczówkach, nawet Adam i Denis by tego nie byli w stanie zrobić.

Mackiewicz był na tej górze 4 razy! Myślę, że po prostu postawił wszystko na jedną kartę, był gotów umrzeć, byle tylko na nią wejść.


„Tomek sprawia wrażenie, jakby nigdy nie marzł, często nie wkłada porządnej czapki ani rękawic. Ja jestem trochę zmarzluchem, ubieram się na cebulkę, potrzebuję większego komfortu.

Tomek lubi iść sobie powoli, stawia nierówne kroki. Ja natomiast lubię prędkość, chodzę w nerwowym, ciągłym rytmie. Przed wyruszeniem na wyprawę Tomek trenuje bardzo mało. „Po jakie licho miałbym się męczyć bieganiem?” – śmiał się nieraz. Na dodatek lubi palić. W tym roku posłuchał mnie po raz pierwszy: w domu w Irlandii wieczorem po pracy trenował i, co najważniejsze, rzucił palenie.

Ja jestem inna, nie zdaję się na przypadek – wszystko przygotowuję, kalkuluję, ćwiczę jak zawodowy sportowiec, wypracowuję zasady bezpieczeństwa.

No właśnie – różnimy się też zdecydowanie podejściem do bezpieczeństwa wypraw. Tomek wierzy, że poprowadzi nas Fairy. Ja muszę wszystko obliczyć, przestudiować trasę, zwizualizować ją sobie przed wyjściem. Jednak gdy już jestem w drodze, mam ogromne zaufanie do własnej intuicji. Wyczuwam, którędy ma przebiegać nasza trasa, jak się poruszać we mgle, w lodowym labiryncie. Dostrzegam i zapamiętuję szczegóły rzeźby terenu, jestem w stanie odtworzyć moje kroki nawet w ciemnościach czy we mgle. W naszym zespole to ja najczęściej jestem z przodu, toruję drogę, lubię szukać przejścia lub je przewidywać. Nigdy nie czuję się zagubiona, rzadko się boję – bo przecież wcześniej przeanalizowałam wszystkie możliwości „ucieczki”, czyli zejścia przed zdobyciem szczytu, bo wyznaczyłam sobie maksymalną liczbę dni, które mogę spędzić na górze, bo obliczyłam, uwzględniając siłę wiatru, czas potrzebny na wejście i zejście.

Tomek nie zawraca sobie głowy prognozą pogody – po co się tym stresować, przecież czuwa nad nim Fairy. Porusza się w zgodzie z rytmem góry – jak mówi. Ja muszę znać prognozy z wyprzedzeniem, żeby planować przyszłość. On wie, że jest w stanie spędzić kilka dni na wysokości, do czasu aż się wypogodzi i będzie można podjąć wyprawę, medytując, żeby wydobyć z głębi siebie ukryte moce. Czuje, że jest w stanie stawić czoło burzy, ukryć się w lodowej jaskini, poczekać, aż wiatr się uspokoi – już tak robił. Ja wręcz przeciwnie, absolutnie potrzebuję prognozy, którą Jean-Christophe lub Ludo wysyłają mi codziennie, w przeciwnym razie robię się niespokojna. Myśl, że mogłabym z powodu złej pogody, piekielnych wiatrów utknąć na wysokości ponad sześciu tysięcy metrów, nad serakiem, po prostu mnie przeraża. Kiblowanie na dużych wysokościach wiąże się zresztą z niepotrzebnym ryzykiem, utratą siły i energii. Zawsze staram się jak najdłużej zachować na górze energię i trzymać tempo, żeby – gdy zła pogoda przeszkodzi mi przy pierwszym podejściu – móc szybko wznowić akcję. Różni nas też stosunek do kontaktu z naszymi bliskimi podczas wyprawy. Co dzień powiadamiam Jeana-Christophe’a, mojego męża, co się dzieje. Przed wyjazdem wspólnie ustaliliśmy taki modus operandi i dla dobra nas obojga skrupulatnie tego zobowiązania przestrzegam. Żeby móc się komunikować, zabrałam telefon satelitarny Thuraya, który musiałam zostawić w bazie, a także inReacha – komunikator i lokalizator GPS. To niedrogie urządzenia. Nie mam za to podczas wyprawy połączenia z internetem, umyślnie, żeby się odciąć od świata. Dzisiejsze nieustanne podłączenie wszystkich do sieci sprawia, że wbrew własnej woli jestem przesycona informacjami. Lubię się odłączyć od aktualnych wiadomości, od biegu świata, pobyć sam na sam z górami.

Tomek nie wziął żadnego urządzenia pozwalającego się komunikować. Telefon Thuraya, który miał podczas wyprawy w 2016 roku, zepsuł się po powrocie i tak już zostało. Tomek nie wysyła więc wiadomości swojej żonie Annie i upiera się, że to żaden problem. Wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Dlaczego zostawia Annę w takiej niepewności? Jego zdaniem to sposób na to, żeby ją chronić, właśnie z miłości nie chce wciągać jej w problemy, które ma na górze. Ja widzę to zupełnie inaczej. Gdybym nie odzywała się do męża, naraziłbym go na udrękę – czekałby, nic nie wiedząc, w wyobraźni tworząc najgorsze scenariusze. Na szczęście Anna jest w stałym kontakcie z Jeanem-Christophe’em, który natychmiast przekazuje jej wiadomości ode mnie!

Poza tym Tomek jest wręcz opętany przez legendę czy mit Fairy. Wydaje mu się, że podczas wypraw na Nangę porozumiewa się z tym górskim bóstwem. Kiedy tylko ma jakieś wątpliwości, uprzedza: „Porozmawiam z Fairy” – i oddala się na pewien czas. Potem wraca i mówi: „Zrobimy to a to, przejdziemy taką czy inną drogą”.

 

„To bóstwo albo cię akceptuje, albo odrzuca. Jeśli zobaczysz oblicze Fairy we śnie, to znaczy, że umrzesz na górze!”. Tak opowiadają mieszkańcy dolin wokół Nanga Parbat. Kiedy zrelacjonował mi tę historię, pomyślałam tylko: „No dobrze, średniowieczna legenda”. Ale Tomek w nią wierzy, zapewnia mnie, że Fairy przemawia do niego w snach, że jest jego przewodniczką”.

 

„Koniuszek każdego schowanego w rękawiczce palca pokrywa lodowa kapsułka. Nie mam już żadnych zapasowych rękawiczek. Wszystko zostawiłam Tomkowi. Gdyby zabrał ze sobą przynajmniej parę zapasowych rękawic, nie zamarzałyby mi teraz dłonie! Jak mnie wkurza w tej chwili ta borderline’owa strona jego osobowości”.

 

Książka nie wyjaśnia wszystkiego. Revol nie pisze, dlaczego tak długo czekała, zanim zaczęła schodzić, i dlaczego nagle przerwała schodzenie. Oraz dlaczego zdjęła jeden but?! Sam przecież nie spadł!

 

145. „Pokrzyk” Katarzyna Puzyńska

Uwielbiam ten cykl, ale to już przesada, że nawet w bardzo lekkim kryminałku rozrywkowym musi być co najmniej z 5 trupów, żeby była rozrywka. Naprawdę nie wystarczy jedna ciekawa, nieodgadniona zagadka? I dlaczego w tym tomie znowu wszystkie kobiety, poza Klementyną, są beznadziejne?

 

146. "Niedaleko pada trup od denata" Iwona Banach

Dżizas, Iwonka, jak Ty to robisz?! Sypiesz zabawnymi pomysłami jak z rękawa, a do tego te książki są świetnie napisane! Nie zdaniami pojedynczymi i równoważnikami, jak np. u Puzyńskiej. :D Lubię ten rodzaj absurdu jak u Chmielewskiej, jest dla mnie źródłem radości. :) I parę sensownych kobiet też się tu znajdzie, a ostatnio mi ich brakowało. Nie mówię oczywiście o demonicznych moherach. :D

 

147. "Życie od A do Z" Katarzyna Miller

Bardzo lubię książki Miller, najbardziej te z rozmowami, ale takie krótkie tekściki jej samej też. Tę już czytałam, ale nadarzyła się okazja - książka przyszła z biblio - więc z przyjemnością jeszcze raz ją przeczytałam. :)

 

148. "Głodnemu trup na myśli" Iwona Banach

Mam nadzieję, że to będzie długi cykl, bohaterowie tej książki są obłędni, łącznie z Myszką i psem Rafaelem. :D I to właśnie to sprawia (między innymi), że kocham książki Iwony, mimo że stosuje tricki, których w kryminałach nie znoszę - w I i II tomie nie dało się spekulować i domyślać, kto morduje, bo morderca nie występował w ogóle w książce (tak, zabił ktoś, kto się nie pojawił ani razu!), w II tomie dodatkowo są 2 Idalie, zamiast jednej, ale czytelnik o tym nie wie, bo przez całą książkę Idalia nazywana jest Niką.

 

No nie, obrożą na kleszcze nie da się zabić! One są delikatne, nie można nawet zapiąć mocno, bo zaraz pękają! Psa za nią też nie można złapać. Nie da się kogoś nią udusić!

Introwertyczki w większości statystycznie są wewnątrzsterowne, więc żadne matki i babcie im niczego nie wmówią! To ekstrawertycy są zewnątrzsterowni!

 

"padła na chodnik, zdzierając z niego do połowy kurtkę" - zdzierając kurtkę z chodnika?!

 

149. "Umorzenie" Remigiusz Mróz

Mając stalkującą matkę, próbującą mną manipulować i nieustannie podżegać do samobójstwa, ucieszyłam się, że taki temat będzie poruszany w tej książce. Normalnie tacy podżegacze są ignorowani przez policję i sądy, wszystko uchodzi im na sucho jak matce. A tu Chyłka doprowadziła do skazania bandyty! Cudownie! Co prawda zastanawiam się, jak w ogóle można ulegać takim manipulantom, podżegaczom, bandytom - no jak?! Przecież nie faszerują nas żadnymi lekami, które odbierałyby nam poczytalność. Nie wyobrażam sobie, żebym nie odpowiadała za jakiekolwiek zbrodnie tylko dlatego, że mam taką matkę! No ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Wiem, że Chyłka wyzdrowieje, bo widzę, że są kolejne tomy cyklu, więc ten wątek mnie wkurzył. I nadal wkurza mnie Zordon, który notorycznie zachowuje się jak bachor - jakim cudem przez tyle lat nie dorasta?!

 

150. "Wyrok" Remigiusz Mróz 

151. "Ekstradycja" Remigiusz Mróz 

152. "Precedens" Remigiusz Mróz 

 Wadryś-Hansen znowu oskarża niewinną osobę, co za menda! Jakim cudem w ogóle nie wywalili jej z pracy po tym, co odwaliła w innym cyklu, po ukrywaniu bandyty, mordercy, latami?!

Tatulek gwałciciel jest chyba jeszcze gorszy!

 

W obu tomach Mróz ustami Kordiana podkreśla, że prawnika nie interesuje, czy klient jest winny, bo w obu przypadkach działałby tak samo. To obrzydliwe. Przecież to właśnie jest podstawa! Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien się dobrowolnie zgadzać na obronę winnego! Zordon broni morderców i tkwi z związku sado-mas z Chyłką: ona sado, on maso. Co to za człowiek? Z dwojga złego w swoim otoczeniu wolałabym mieć Chyłkę, jest przynajmniej jasna i przewidywalna, wbrew temu, co autor chce, żeby czytelnicy o niej myśleli.

 

na Netflixie? Znowu?! Szczerbixie?! Będzie potrafił (w obu tomach!) - znowu?! Na litość boską, jak można non stop wtryniać te same byki?! I co Mróz musiał zrobić korektorom, żeby się powstrzymali przed poprawianiem?!

wszczną?! To forma dawna i według RJP już jej nie używamy! http://rjp.pan.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1017:qwszczq-w-czasie-przyszym&catid=44&Itemid=145

W każdym tomie różne postacie mówią "A ja wiem?"

 

Xanax nie wyłącza emocji! Ani tym bardziej empatii!! Co to za bzdury autor wymyśla?! Nie robi researchu nawet w sprawach, które powinien sam wiedzieć bez sprawdzania.

Poczta z kolei NIE wyda żadnej przesyłki osobie nieupoważnionej, za skarby świata! Nie wydaje przecież opiekunkom, które mają upoważnienie imienne, i to napisane ręcznie przez upoważniającego albo wydrukowane z ich własnej strony!

 

Tropy: Ferdinand von Schirach

 

153. "Małe Licho i lato z diabłem" Marta Kisiel

Uwielbiam ten cykl! Uwielbiam go, mimo że Licha i Bożka nie da się lubić. Bożek ma takie fajne imię, fajnego ojca, fajne pochodzenie i wychowanie, fajną rodzinę - skąd się wziął taki niefajny? Bazyl odwrotnie. :)

 

Jekiełłek się odmienia! Bożydarze Antoni Jekiełłku!!

 

154. "Ogród świateł" Anna Klejzerowicz

Gnie cała 6-osobowa rodzina, morderca zbiegł. To kopia wydarzeń sprzed laty. Sama historia jak zwykle u Ani bardzo ciekawa, nie wiem, skąd ma takie pomysły! Ale wykonanie - też jak zwykle - mam wrażenie, że kuleje. Nie lubię stosowania technik uniemożliwiających domyślanie się, kto zabił, a Ania takich nagminnie używa. Morderca nie jest bohaterem książki, więc nie można samodzielnie rozwikłać zagadki, co jest przecież sensem kryminału. Pojawia się na końcu i... po prostu opisuje całą historię.

 

dzi-ało, mi-asteczku, prz-elecieć, chci-ała, szk-lanka, rozc-zochrana, tk-wili - tego rodzaju przeniesienia na każdej stronie po kilka razy. Tego składacza wydawca powinien dawno zwolnić i jeszcze jakąś karę nałożyć za zniszczenie pracy korektora i redaktora.

 

nie będzie potrafiła - co to za durna moda jakaś?!

z wielkiej litery

 

155. "Osiedle odmieńców" Anna Klejzerowicz

Ania chyba lubi mordować całe rodziny, bo to już 3. raz z rzędu, jak ginie cała rodzina. Za każdym razem to się odbywa inaczej - jedna była wyrżnięta, druga zastrzelona, trzecia spalona żywcem. Ale mi się to podoba. :P Lubię jej kryminałki. I fajnie, że bandytów spotyka to, co powinno, a nie sanatorium na koszt podatników.

 

Aczkolwiek w tym tomie jakoś dziwnie utrwala stereotypy. Przecież to nieprawda, że jak ktoś chce się zabić, to o tym nie mówi! Przeciwnie! Ponad 80% samobójców mówi wcześniej o tym zamiarze! Psychopata - to nie morderca, nie bandyta. Statystycznie ponad 95% więźniów to tzw. normalni, a nie psychopaci. Psychopaci mają różne wyjątkowe talenty i bardzo rzadko bywają bandytami - bez porównania rzadziej niż nie-psychopaci. Ania powinna zrobić research i uświadamiać czytelników! Jak każdy pisarz!

 

156. "Gerda" Adrian Macho

Przepiękne książeczki dla dzieci, tzn. wcale nie mam pewności, czy dla dzieci - dzieci tak pięknie nie tworzą ani nie doceniają sztuki niestety, a tu są wyjątkowe ilustracje, a do tego - w przypadku "Gerdy" - są wydrukowane na zwykłym papierze, nie na kredowym! Czyli da się drukować piękne kolorowe ilustracje na tanim papierze! Dlaczego wydawcy robią to tak rzadko? "Gerda" jest tłumaczona przez Maję Lidię Kossakowską! A ilustracje są tak cudne, że nie mogę oderwać od nich oczu. Są tak zrobione, że wyglądają na 3D. Treść pozostawia trochę do życzenia - podtrzymuje mit, że Eskimosi nadal mieszkają w igloo, a wiem, że mają już dość tych zabobonów. Od dziesięcioleci to już przecież nie jest aktualne.



 

157. "Najpiękniejszy ogródek Borsuka" Marsha Diane Arnold

I tu też przepiękne ilustracje - ale to już oczywiste, bo tylko dla nich wypożyczam książki dla dzieci, żeby poznawać nowych ilustratorów, artystów. Te książki są jak komiksy! I tu nie mogę się przyczepić do treści. :)




 

158. "Odwagi, zajączku" Nicola Kinnear

To też pięknie ilustrowana książeczka, ale już w tytule, na okładce, błąd! Treść też z mankamentem. Opowiada o przyjaźniących się zajączkach. Jeden obraża się na drugiego tylko dlatego, że ten boi się wyjść z domu. I zamiast mu pomóc przełamać ten strach, zostawia go samego i biedak sam musi przełamywać lęk. Tak nie robią przyjaciele!

 

159. "Zranić marionetkę" Katarzyna Grochola

Wow, nie spodziewałam się po Grocholi tak dobrego kryminału! Był najlepszy z tego miesiąca, a przeczytałam ich sporo. Natan i Weronika przypadli mi do gustu, świetne postacie, życzyłabym sobie dalszych tomów! Bo mam nadzieję, że to będzie cykl, a nie tylko pojedynczy wypadek przy pracy. :)

 

Jedyne, co mnie zirytowało, to znowu - utwierdzanie bzdurnych i bardzo niebezpiecznych stereotypów: ChAD nie powoduje, że ktoś staje się mordercą!!!! Jak można w ogóle coś takiego sugerować?! Jak PISARKA może coś takiego sugerować, wiedząc, co ludzie z tym potem zrobią, jak wykorzystają, żeby krzywdzić ludzi i tak już cierpiących, bez powodu. Niewybaczalne!

 

nic ją nie obchodzi, mamy takie same zdanie

 

160. "Książę w cukierni" Marek Bieńczyk 

Prześliczna historyjka o szczęściu Wielkiego Księcia z jeszcze piękniejszymi ilustracjami Joanny Concejo.

 

161. "Wilczki" Józef Wilkoń & Svenja Herrmann 

Dziś był dzień książek obrazkowych - to kolejna z cudownymi ilustracjami, tym razem Wilkonia. Jego zwierzęta, las, woda to absolutne cuda!




poniedziałek, 31 sierpnia 2020

49


132. "Ruiny czasu" Wiesław Jaszczuk & Dariusz Czaja
Arcyciekawe rozmowy dwóch ciekawych osobowości o filmach, teatrze, balecie, muzyce, przekładzie, literaturze, Eleusis itd. Na sam koniec Jaszczuk zburzył całe dobre zdanie, jakie o nim miałam, twierdząc, że ateizm jest nieracjonalny. Jednak rozległa wiedza nie powoduje, że człowiek mądrzeje.

Tropy: filmy Bergmana (nie wszystkie widziałam!) i Yasujiro Ozu, "Gepard" Lampedusy w tłum. Kasprzysiaka, Maryla Falk, Heubeck: uprawomocniony subiektywizm

Moi polihistorzy (tylko tylu, ile mi się od razu przypomniało pod wpływem tej książki): Ireneusz Kania, Cezary Wodziński, Jędrzej Polak, Krzysztof Rudowski, Krzysztof Rutkowski, Tadeusz Komendant, Marek Bieńczyk, Bohdan Pociej, Dariusz Czaja, Stefan Chwin, Paweł Huelle, Jolanta Brach-Czaina, Walter Benjamin, Emil Cioran, Gabriel Liiceanu, Anne Fadiman, Barbara Łopieńska, Karl Kerenyi, Wojciech Karpiński, Michał Paweł Markowski

133. "Świt, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz
Wyjątkowo ciężko czytało mi się tę książkę, co mnie mocno zdziwiło, bo Mróz przyzwyczaił mnie do tego, że jego książki czyta się błyskawicznie, nawet jeśli są słabe - to i tak wciągają. Ta niestety nie, mimo że temat mi bliski, bo klimaty przedwojennej Warszawy uwielbiam. Kalinowski tak cudownie o niej pisze! U Mroza wiedza o tym, że to Warszawa przedwojenna, jest do niczego niepotrzebna, bo Warszawa nie jest bohaterką książki, a szkoda. Nie ma słowa o mieście, za to jest masa zbędnych szczegółów - na co mi wiedza, kto produkował pistolet, z którego ktoś strzela, i ile mieści nabojów w bębenku, skoro ta wiedza nie wnosi nic do lektury? To - nomen omen - strzelba, która nie wystrzela i takich strzelb jest tu mnóstwo. Coś tu nie wyszło. Wolę kryminały cykliczne.

Ale podoba mi się - bardzo! - że autor już w tytule zdradza zakończenie!

będę potrafiła?! Co za okropna moda ostatnio panuje, żeby takie byki wprowadzać do książek. :(

134. "W cieniu prawa" Remigiusz Mróz
Tym razem to coś w stylu kryminału retro, lata 1910. I jest to znacznie lepsze niż "Świt", choć fabuła jest tak pokręcona jak w komedii kryminalnej, ale autor chyba nie chciał, żeby to jednak była komedia. Podobali mi się bohaterowie. I - co się rzadko zdarza - także happy end.

135. "ja, czyli Ja" Krystyna Piotrowska & Agnieszka Taborska
Katalog wystawy kolaży Krystyny Piotrowskiej. Rozczarowały mnie gabaryty tego katalogu, bo to taki cieniuteńki katalożek, a cena jakby to był wielgachny album. Ale same kolaże są przepiękne, bardzo w moim stylu. Chętnie zapoznam się z inną twórczością autorki!

Schopenhauer mawiał, że ten, kto częściej mówi "ja", ten jest głupszy.




136. "Dziennik roku chrystusowego" Jacek Dehnel
Czytam ten dziennik, podążając za tropami, przeglądam obrazy de Chirica, a w tle leci "Only Lovers Left Alive" Jarmuscha.

Świetny pomysł na dziennik, ale czuć, że pisany na zamówienie, jakby autor chciał na siłę zabawić czytelnika. To nie jest jego prawdziwy dziennik, jak kiedyś się pisało, i to czuć. Szkoda, aczkolwiek czyta się świetnie, bo autor ma dobre pióro, i nawet trudne tematy umie poruszyć tak, żeby się chciało przeczytać i przemyśleć; i jak zawsze poznanie czyjegoś punktu widzenia i czyichś spostrzeżeń mnie ciekawi. Na początku przez chwilę brzmiało to trochę jak bernhardowski strumień świadomości (i być może celowo, bo później autor wspomina, że pisząc ten dziennik, czyta właśnie Bernharda), ale potem na szczęście przestało. Jest całkiem niezły, choć pokazuje takiego Dehnela, jakiego trudno polubić. Ale ma ciekawe spostrzeżenia i ciekawe życie. I pokazuje, że nie trzeba wcale pisać prywatnie i wałkować bebechów, żeby było ciekawie.

Lubię jego opisy podróży, zwiedzania, muzeów, ale nie lubię opisów ludzi. Bardzo często w opisie ludzi musi koniecznie dodać coś złośliwego, np. nie wystarczyłoby napisać, że knajpę prowadzi para lesbijek, albo nawet para starszych lesbijek, musiał, koniecznie musiał napisać, że to były podstarzałe lesbijki. Niepełnosprawni to też nie niepełnosprawni, tylko inwalidzi. Fan to "niski facecik", ktoś inny to "długonoga lalunia" albo "z lotniska odbiera mnie rozrosła Polka" (ktoś mu robi przysługę, a on za to tego kogoś obraża; w oczy pewnie kłamie, że jest wdzięczny) itp. To są pejoratywne określenia, więc dla ludzi, którzy nic złego nie zrobili, którzy nie są czarnymi charakterami - obraźliwe. Po co obrażać kogoś, kto na to nie zasłuży? I to jeszcze z taką lekkością, jakby to było normalne?

Huelle, Robin i wszystkie odmienne nazwiska i imiona się odmieniają! Ale Crabtree się akurat nie odmienia!
Dziadoskie, czyli zamiast czy li, skład tragiczny, na każdej stronie po kilka takich kwiatków: prz-erzedzające, Kubrick-iem, ustaw-ionych, obdar-zonym

Tropy: Giorgio de Chirico (i właśnie konie najbardziej mi się u niego podobają; budynki w jakimś stopniu przypominają mi Hoppera)

"Skłonna była wybaczyć wszystkie przekroczenia prawa, które nie skutkowały cudzą krzywdą, miała za złe każdą krzywdę, nawet jeśli była zgodna z prawem. Od rzeczy dużych po małe".

Od tygodnia mam krew w pocie, co zdarza mi się pierwszy raz w życiu, a w tej chwili czytam: "Hematohydrozja, czyli krwawy pot, występuje niezwykle rzadko: przy stresie granicznym, ale nie panicznym, jakby siła, która nie może ujść w krzyku, w rozpaczy, w miotaniu się, rozrywała naczynia krwionośne tak, że krew przenika do gruczołów potowych".

"Po drodze czytałem Rzeczy nienasycone Czcibor-Piotrowskiego; poleciła mi je Beata Stasińska za ostatniej wizyty na Foksal; wprawdzie nie mogła znaleźć egzemplarza, żeby mi go podarować, ale gorąco polecała; kupiłem więc. Dziwna, dziwna książka. Zesłanie i dzieci – samograj, wiadomo, w dodatku ze wspomnień własnych. I do tego... chciałem napisać „budząca się seksualność”, taki banał strzelić, ale przecież jaka tam budząca, to jest seksualność dzika i rozbudzona do granic możliwości, dzieci polskie, żydowskie grzmocą się jak burza nad rżyskiem, strach przewrócić kartkę, że zaraz będzie kolejna scena seksu. A są to sceny nieinteresujące w większości, ale chyba bardzo ważne dla autora – wyglądają, zwłaszcza przez swoją totalność, przez ciągłe powracanie do opisów dziecięcych ciał, kompulsywnie, jak urywki z powieści porno".

"Wynalazek darmowych rozmów telefonicznych zniszczy naszą cywilizację".

"Czytam z wielkim mozołem, czytam, bo muszę, Ostatnie rozdanie Myśliwskiego, co dziesięć stron przysypiam; męczy mnie koszmarnie to nagromadzenie komunałów, myśli z pozoru tylko głębokich, w rodzaju „ach, czy człowiek może być wolny”. Może, nie może – jaki pożytek z tego ustalenia? Opisać – ha, opisać wolność, brak wolności, to są zadania dla literatury, a nie głodne jednoznacznej odpowiedzi dylematy".

Trochę mnie przeraża ten fragment: "I jeszcze to: kto dziś w Polsce, poza biskupem, na określenie podrywania, romansowania, seksu użyłby słowa „lgnięcie”? Przecież to jest jakieś średniowiecze językowe, to w ogóle koło żywej polszczyzny nie leżało".

137. "Młodszy księgowy" Jacek Dehnel
Zbiór tekstów o książkach, bardzo nierówny. Nie uważam oczywiście, że żaden pisarz nie ma prawa pisać czasami słabiej, ale jak się robi wybór tekstów tematycznych, to chyba powinno się wybrać te najlepsze.

Tu znowu "matka kaleka" - za co Dehnel tak nienawidzi ON?!

Zawsze mnie rozbawia, kiedy ktoś, kto pisze taką prozę, jednocześnie nie umie dostrzec kiczu własnych wierszy. Krytykuje innych wydających poezję - że większość wierszy ukazuje się niepotrzebnie - ale sam te niepotrzebne wiersze/utwory wierszopodobne publikuje. Bo są jego. Podwójne standardy.

138. "Poza światłem" Wojciech Kuczok
Mikrodziennik grotołaza i podróżnika, bez dat. Napisany sprawnie, jak to u Kuczoka, ale jakoś mało interesująco. Najbardziej podobał mi się fragment, kiedy autor pisze, że nie ryzykuje bez sensu, jak to ma w zwyczaju wielu wspinaczy. Że woli żyć brzydko, niż "umrzeć pięknie", że w ogóle nie podoba mu się ten mit pięknej śmierci wspinacza. Że woli wykopać nowe wyjście z jaskini, niż wracać tym, w którym były pająki. Książka zawiera wiele zdjęć, szkoda, że B&W, ostatnie właśnie przedstawia pająka. Autor, który sam ma arachnofobię, postanowił zrobić na złość innym, żeby też cierpieli. Ech, ale to złośliwe. Więc ja ostrzegam - jeśli ktoś ma arachnofobię, niech nie czyta.

pod rząd

Powiedzenie "do widzenia" albo zapytanie "czy się gdzieś widzieliśmy" nie jest gafą wobec osoby niewidomej. Mitygowanie się z tego powodu - jest.

139. "Osiedle RZNiW" Remigiusz Mróz
Jaka dziwna książka! Napisana dziwnym językiem, treść też dziwna, trudno powiedzieć, czy to jakiś horror? Fantasy? Autor sobie wymyślił, że to halucynacja morduje, kradnie, wysyła wiadomości. Halucynacja! Dostała nagle kształtu fizycznego i robi fizyczne, realne rzeczy. To tak jakby mój halunowy różowy słoń ze szpitala nagle zaczął robić materialne rzeczy, np. ukradłby mi komputer. Bo u Mroza halucynacja robi autentyczne rzeczy! Nie zrozumcie mnie źle. Bohater nie ma osobowości wielorakiej i to nie jego wielorakie osobowości to wszystko robią. Bohater ma halucynację. Wyhalucynował sobie Sojóza i to halucynacja naprawdę morduje i kradnie. Takie rzeczy to tylko w fantasy chyba?

Inne wydawnictwo, a byków tyle samo! na wixie, w wixiarniach

140. "Dziki robot" Peter Brown
Przeurocza bajka dla dzieci - niby tych najmłodszych, ale jednak dla tych mądrzejszych, bo wymaga długotrwałego skupienia i myślenia. Ma ponad 250 stron tekstu, a nie same ilustracje. Dużo mądrości w tej bajce i postaciach, za to nie ma moralizowania. Ilustracje są prześliczne, ale w oryginale, bo w tym wydaniu zepsuto ich jakość drukiem czarno-białym.