Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 stycznia 2021

55

(Marc Chagall)


 9.10

Miałam dziś 3 sny, wszystkie całkiem ciekawe. 

1. Byłam w małym drewnianym domku, czy może raczej w drewnianym kontenerze, w którym mieszkała jakaś dziewczyna. Rozmawiałyśmy. Powiedziała mi, że ten domek ma 60 m2, nie mogłam uwierzyć. Było go ciężko ogrzać, nie miał ocieplenia, marzłyśmy. W pewnym momencie zaczął się palić w kilku miejscach naraz, mój polar (nb. ten, w którym spałam od miesiąca, bo nie grzeją) zajął się ogniem, próbowałam go gasić, ale nie miałam czym. Obudziłam się i zaczęłam się rozglądać, czy w mieszkaniu nic się nie pali, ale na szczęście nie.

2. Dziwne, ale piękne, duże miasto. Bardzo ruchliwe, dużo ludzi, aut, tramwajów, tory ułożone w kilka pięter. Pomagam jakiejś kobiecie znaleźć mordercę. Śledzę go i staram się, żeby mnie nie widział. Ale on ucieka przede mną. Znajduję jakąś biżuterię srebrną - łańcuszek i bransoletkę wysadzaną brylantami w 3 rzędach. 

3. Piaski. Jestem na trawniku koło bloku 53, tym między blokiem a śmietnikiem. Jest dużo ludzi, bo na tym fragmentem osiedla ludzie puszczają balony - od małych, do ogromnych, takich z koszami i ludźmi w środku. Chcę robić zdjęcia, ale komórka nie działa. Mam tablet większy niż mój monitor, ale jest leciutki. Ma pootwieranych tyle różnych stron i aplikacji, że też nie chce działać, ale nie mogę ich pozamykać, bo żadna nie ma krzyżyka w prawym górnym rogu, a dolnego paska też nie ma, więc nie da się ich pozamykać prawoklikiem. Śpieszę się, ale mi nie wychodzi. Różni ludzie próbują mi pomóc, ale też im się nie udaje, a im też zależy na tych zdjęciach, bo innego aparatu nie ma, mój jest jedyny. Nastrój pogodny, wesoły, widoki przepiękne. Z balonów wiszą pnącza, tuż nad blokami. Jest letni słoneczny dzień.

10.10

Piaski. Wieczór. Z rodzicami idę na spacer w stronę osiedla policyjnego, ale dochodzimy do... Pogorii. Nie wygląda jak żadna z nich, nie przypomina niczego. Jesteśmy zachwyceni, wchodzimy do wody, brodzimy w niej, choć się ściemnia i czas raczej wracać. Na plaży i częściowo w wodzie widać stary na wpół zburzony wiadukt dla ludzi i schody. Jest bardzo szeroki, szerszy niż normalnie ulica. Schody wchodzą do wody. Trochę dalej w wodzie widać dalszą część wiaduktu, ale schodów tam nie ma, więc nie da się na nią wejść. Wygląda, jakby ktoś kiedyś przerwał burzenie i środek został usunięty najpierw, albo wiadukt sam się zawalił ze starości.

Tata odkrył na plaży stary bunkier z metalowymi drzwiami, które we dwoje próbowaliśmy otworzyć.

Matka zachowywała się kompletnie nienaturalnie w tym śnie - nie stosowała przemocy. To chyba pierwszy taki sen w moim życiu.

W drugim śnie śniło mi się, że kończyłam liceum, a że ludzie w klasie byli fajni i tęskniłabym za nimi (co nie miało miejsca IRL), wymyśliłam, że zaraz założę grupę na fb - Klasa IVa - gdzie będziemy mieć stały kontakt.

2 sny i obydwa wybieliły rzeczywistość, dziwne.

11.10

Akacje 9. Niby moje osiedle, ale z prawdziwym łączy je tylko to, że ma kształt litery C. Jest dużo większe i wyższe niż prawdziwe. Jest w nim winda, którą można podróżować po całym osiedlu, mieszkaniu i wokół osiedla na zewnątrz - i to jednym kursem! Wsiada się na balkonie i jazda - podróż wokół Akacji! Fantastyczne odczucie, tym bardziej, że winda pozwala mi odkryć, że z drugiej strony osiedla są... góry! Przepiękne zielone góry, góry wysokie, nie jakieś tam wzgórze, takie z latem u podnóża i śniegiem na wierzchołkach!

12.10

Jadę autokarem z jakimiś ludźmi. Nie znam ich. Autokar zatrzymuje się, wychodzę z niego na chwilę na trawnik, a tam - mnóstwo białych myszek. To tak jakby przystanek dla myszek, bo te, które zechcą, mogą zostać zabrane przez człowieka. Ta myszka, która chce iść ze mną, od razu chowa się w moich włosach i robi z nich gniazdko.

Jedziemy dalej, kolejny przystanek - malutki drewniany kościół. W środku klepisko i niewielki drewniany ołtarz. Przed nim leżą zwłoki zasypane ziemią z klepiska po samą szyję, wystaje sama głowa. Okazuje się, że to jakiś pogrzeb. Na pogrzebie są sami bandyci, sami faceci. Znamy się i witamy serdecznie, śmiejąc się ze strachu ludzi z autokaru, którzy na nas patrzą i skądś wiedzą, że to przestępcy. Oni i ja znamy się z czegoś w rodzaju domu naprawczego dla bandytów. Byłam tam na równi z nimi wcześniej, choć nie popełniłam żadnego przestępstwa. I byłam też jedyną kobietą. Czy to sen pod wpływem "Fangar"? Oglądałam wczoraj. :)

19.10

Dziś byłam w DG, w domu dziadków. Była tam babcia i jej siostra. W realu babcia miała 2 siostry, ale to nie była żadna z nich. W dużym pokoju złapałyśmy coś, co wyglądało jak złożone z samych nóg pająka, bez tułowia. Ale było przezroczysto-białe i duże - każda noga ok. 50 cm. I żyło! Każda noga żyła! Złapałyśmy to w butelkę (taką plastikową z odciętą szyjką, jak do sadzonek), wyniosłam to do okna w kuchni, żeby wyrzucić, ale to coś rosło na naszych oczach! Jak to wyrzuciłam za okno, to nagle było już metrowe i dobijało się do okna tak, że bałam się, że je wyrwie! Wciskało te żywe nogi przez szpary. Nogi, nawet ucięte, żyły samodzielnie. Nie pamiętam, żebym się czegoś aż tak bała. Nie wiedziałam, że strach we śnie jest prawdziwy! Obudziłam się z pulsem wywalonym w kosmos - dlaczego strach we śnie nie jest strachem we śnie, nie jest przyśniony, tylko prawdziwy?! Jak to możliwe?!

Sen nr 2. Jest noc. Jeżdżę po nocnym Londynie autobusem, w którym zamiast siedzeń są kuszetki, wzdłuż szyby. Autobus jest prawie pusty, z mojej leżanki widzę tylko jedną osobę z tyłu. I nocny Londyn za szybą - Tamiza, parlament... Siłą woli mogę decydować, gdzie autobus ma skręcać.

20.10

Jestem żołnierką i mam tyle lat co teraz, więc pewnie jestem co najmniej majorem. Tata (!!) zabiera mnie do swojego zakładu pracy i mam tam młodych żołnierzy uczyć... scrapbookingu. Myślę, że będę musiała użyć swojego wyższego stopnia, żeby ich do tego zmusić, ale okazuje się, że oni sami chcą się uczyć i przynieśli nawet bazy HDF różnych bombek, choinek itd., które chcą ozdabiać. Bazy są większe i bardziej szczegółowe niż normalne. Bardzo pogodny sen. 

11.11

Niesamowity sen, a nawet 2. Idę pieszo - to podróż piesza po nieznanych zakątkach świata. Wygląda na bardzo biedny kraj, ludzie wyglądają jak Romowie. Jakaś 8-10-letnia dziewczynka ma karabin snajperski,z którego strzela do ludzi. Wszyscy są przerażeni i starają się ukryć. Podchodzę do dzieciaka, żeby jakoś ją powstrzymać. Proszę więc, żeby pokazała mi, jak się z tego strzela. Ona wręcza mi karabin i instruuje - udaję zainteresowanie, ludzie są uratowani, no, poza tymi paroma trupami, ale ich nie widać. Potem karabin nagle zmienia się w aparat fotograficzny, w lustrzankę bez obiektywu, jakiś stary model. Młoda dziewczyna mówi mi, że aparat należy do Leo. Proszę ją więc o jego adres i mówię, że mu go odeślę. Adres otrzymuję.

Potem się wybudzam, ale sen mi się podoba i usiłuję do niego wrócić. Kiedy zasypiam, nadal idę pieszo. Mam lekki plecak, poza tym żadnego bagażu ani pieniędzy albo jakieś grosze. Jestem w jakimś innym kraju, ale ludzie tam nadal są biedni. Wzdłuż drogi, którą idę, siedzą kobiety i gotują. Jest ich sporo, różne grupy i gotują różne rzeczy. Widzą, że nie mam pieniędzy, więc mnie częstują. Najpierw dostaję kluski - zwykły makaron w kształcie jakby okienek 1x1 cm w jakimś sosie - chyba grzybowym. Jedzenie pakują mi do woreczka foliowego. Potem dostaję coś w rodzaju rolady. Kleisty ryż rozwałkowany na płasko, zmieszany z sosem pomidorowym, i to zawinięte w roladę. Wszystko jest przepyszne! W ramach zapłaty proponuję kobietom, że razem z nimi przygotuję kilka rolad. Siedzimy, rolujemy i rozmawiamy. Oba sny po angielsku.

13.11

Jestem 15-letnim żydowskim chłopakiem w czasie II w. ś. Muszę się ukrywać. Ktoś mnie ratuje przed Niemcami, wpychając do dorożki i każąc przycupnąć przy podłodze. Wywozi mnie gdzieś, dorożka zatrzymuje się przed otwartymi drzwiami domu, które wychodzą na ulicę, więc ktoś każe mi, nadal kucając, szybko wejść do tego domu. Tam mieszka rodzina, która mi pomaga. Dają mi ubranie, ścinają pejsy itd., udajemy, że jestem częścią tej rodziny. 

Któregoś dnia nucę jakąś piosenkę, słyszy to Niemiec i wchodzi do domu. Nadal udajemy, ja mówię, że śpiewamy sobie, dziewczyna udająca moją siostrę dodaje, że to taka piosenka... o maśle - i zaczyna na poczekaniu wymyślać słowa do melodii, którą nuciłam. Po przebudzeniu jeszcze tę melodię pamiętałam, teraz już niestety nie. Było więcej tego ukrywania, sen wyglądał jak zbiór pojedynczych migawek, zdarzeń z ukrywania, ale więcej nie zapamiętałam.

Drugi sen też był ciekawy. Dziadek podarował mi... pociąg. Prawdziwy pociąg, lokomotywę z wagonami, stał już na torach, a w wagonie urządzone było mieszkanko. Z jakąś koleżanką, która w realu nie istnieje, pojechałam tym pociągiem do jakiejś wsi. Była przepiękna, śnieżna zima, ośnieżone pola, lasy, piękne widoki. Chodziłyśmy po tej wsi i oglądałyśmy jej cuda, zabytki, widoki itd. 

Potem nagle zostałam sama, ściemniało się, schronienia na noc udzielił mi jakiś chłopak. Nie widziałam go, znałam tylko z sieci. Udostępnił mi ogromny... namiot. Rano nagle pojawili się po mnie rodzice. Tata podziwiał widoki, matka kazała mi się pakować. Kiedy do namiotu zajrzał ten chłopak, okazało się, że ma ogromny staromodny aparat słuchowy i niedowidzi. Przeraziłam się, bo już wiedziałam, że znowu czeka mnie przemoc: wobec chłopaka matka będzie udawać milusią, ale jak tylko zostaniemy same, to przemoc spadnie na mnie jak wiadro żrących pomyj, jak zawsze, kiedy "zadawałam się z kalekami". 

15.12

Coraz gorzej u mnie z pisaniem. Nie mogę się nawet zmusić do opisywania snów, więc je zapominam. Nie mam nawet kogo zapytać, skąd ten objaw i jak się go pozbyć.

Dziś śniło mi się, że byłam na Piaskach z Krysią. Było lato, piękna pogoda, robiłyśmy sobie piknik. Siedziałyśmy na kocu przed blokiem - tym po lewej stronie, jak się idzie na przystanek, za boiskiem. Miałyśmy tyle lat co teraz, ale mieszkałam nadal w bloku 53. W pewnym momencie wstałam i ruszyłam w stronę domu, żeby coś przynieść. Po drodze spotkałam 2 znajome lesbijki z podwójnym wózkiem dziecięcym, a w nim miały bliźniaki obojga płci. Okazało się, że oddały obie po jednej komórce jajowej do zapłodnienia, z obu powstały zarodki, więc mają teraz dwoje dzieci. 

W drodze powrotnej z kolei spotkałam 2 znajomych gejów, którym udało się adoptować 2 dzieci, bliźniaki, chłopca i dziewczynkę. Gejów przedstawiłam Krysi. W pewnej chwili podeszły do nas lesbijki i mówią, że powinniśmy już iść na czyjąś komunię. Komunia miała miejsce na dachu bloku, w którym mieszkała krawcowa. Blok miał z 10 pięter, a na dach prowadziły zewnętrzne spiralne schody. Windy nie było, więc wszyscy poszli, a tylko ja zostałam. 

Coś się potem jeszcze działo, ale pamiętam tylko, że poszłam z kimś do futurystycznego kina - wciąż na Piaskach!

Wczoraj śniło mi się, że mieszkałam z rodzicami w małym drewnianym domku. Skądś nagle zaczął się wydobywać dym. Domek był niewielki, wiedziałam, że szybko się zajmie ogniem, ale drzwi były zatrzaśnięte, nie mogłam uciec! Zaczęłam krzyczeć, że się pali, że chcę wyjść, ale rodzice to ignorowali. Tata w pewnym momencie otworzył mi drzwi, ale sam nie wyszedł, oboje tam zostali. Okazało się, że domek stał pod lasem, a las był przepiękny i pełen zwierząt. Poczułam się w nim dobrze i spokojnie.

Kilka dni temu z kolei śniła mi się dziwna ceremonia pochówku. W ziemi wykopany był labirynt, a jego ścieżynki zalane były wodą, jak basen. Ścieżynki miały jakiś metr szerokości. W nich na wodzie leżeli umierający ludzie czekający na swoją śmierć. Po śmierci ciała przepływały - unosząc się na wodzie - na drugi koniec labiryntu. Bardzo mi szkoda, że nie pamiętam tego snu dokładnie, bo wyśniłam całą ceremonię, rozmawiałam nawet z jedną z osób, które umierały. Unosiła się na wodzie na początku labiryntu.

17.12
Wynajmowałam jakieś mieszkanie na Ukrainie. Wróciłam do niego po coś i zaraz miałam wyjść, kiedy pojawił się nagi facet. Nawet przystojny. Zaczął mnie namawiać, żebym coś z nim zrobiła, ale wyczułam, że nie ma dobrych zamiarów, więc wykręcałam się, że muszę wyjść, ale jak wrócę, to pomyślimy. Złapał mnie w przedpokoju, choć już zdążyłam otworzyć drzwi na klatkę. Siłowaliśmy się. Złapał mnie jedną ręką w pasie, a drugą zatkał mi usta, żebym nie krzyczała. Próbowałam wsadzić mu palec w oko, ale okazuje się, że to wcale nie takie proste, więc złapałam jego powiekę i zaczęłam z całej siły ciągnąć. Nie robiło to na nim wielkiego wrażenia, ale wyrwałam się i uciekłam. Szaleńczo zbiegałam po schodach, a on biegł za mną. 

Potem jeszcze śniły mi się cudne szczurki. Jeden, błękitny (ale naprawdę błękitny, nie tylko z nazwy), bardzo chciał, żebym go wzięła na ręce, więc to zrobiłam. Był malutki i zachowywał się jak Ofeczka. 

18.12
DG, w domu jest Adam, babcia i ja. Adamowi w szkole kazano hodować jakieś paskudztwa, karaluchy albo węże. Wybrał węże. Przyniósł je do babci, oblazły mnie. Miałam je pod ubraniem, wokół rąk, wszędzie! Kilkadziesiąt węży jak żmije. Bałam się ich potwornie, gryzły i nie było nawet pewności, czy nie są jadowite. Krzyczałam "Zabierz je! Zabierz je!", ale Adam nie reagował.

29.12
Razem z Gosią zamieszkałyśmy w apartamencie królewskim w Windsorze, który jednak nie wygląda jak Windsor. Nie jesteśmy jedynymi osobami, które królowa postanowiła nagrodzić mieszkaniem, są tam też inne apartamenty i inni ludzie. Do naszego idzie się bardzo daleko, po drodze masa wysokich schodów. W tym schody kręcone wokół własnej osi szerokie na jakieś 30 cm, metalowe. Zastanawiam się, jak będą mnie z nich znosić, bo windy nie ma, a na schodach nawet wózek się nie mieści. Drzwi naszego apartamentu wychodzą bezpośrednio na przeszklone rozsuwane drzwi szpitala - i to jest plus. Przypadkowo trafiam do toalety, która okazuje się obrzydliwie brudna.

30.12
Miasto, sklep z ubraniami. Wybieram ubrania dla siebie - nareszcie znalazłam coś w moim stylu, po raz pierwszy raz w życiu znajduję cudnie uszyte marynarki, spodnie, tuniki. Jak już wybrane ubrania leżą na ladzie, matka odmawia płacenia i wychodzi. Wstyd mi przed sprzedawczynią, mówię jej, że matka zawsze tak robi ze złośliwości. 
To nie pierwszy sen o takiej treści. W realu też matka mi do dziś wciska ciuchy pasujące jej, ale nie mnie, zamiast w moim stylu, to jakieś ciemne wory dla otyłych z otyłością brzuszną - takich jak ona sama. 


piątek, 25 września 2020

51

10.08
Miałam mieszkanie, ze 2 razy większe niż obecne, które poruszało się po mieście po torach tramwajowych. :)


18.08
Śnił mi się tata. Testował samochód - białego, obłego mercedeesa. Wsiadłam razem z nim i byłam rozczarowana tym samochodem. Taki drogi, a taki lichy i niewygodny, siedzenie miał tak wąskie, że musiałam wciskać się bokiem, nie dało się usiąść normalnie. Dach był tak nisko, że trzeba było trzymać głowę pochyloną bokiem.


19.08
Jaki miałam dziś dziwny sen. Byłam u Chilly. Chilly miała siostry bliźniaczki w wieku 5 lat. W domu była tylko jedna, druga nie wiem, gdzie był, ale martwiłam się, że ta jedna już się do mnie przyzwyczaiła, bo już się jakiś czas znamy, ale czy z tą drugą też tak będzie? Tata Chilly i bliźniaczek powiedział, że wygrał w konkursie 2 toaletki dla dzieci, jutro je przywiezie i będą stały... na środku pokoju Chilly.  Nikogo to nie zdziwiło. :)

Chilly miała jeszcze w domu brata, który nie wychodził z pokoju. A potem przyjechały jakieś jej koleżanki. I mieszkanie nagle się powiększyło. Ktoś otworzył niewidoczne drzwi w ścianie i okazało się, że za nimi są kolejne pokoje. :)

Drugi sen był bardzo realny. Byłam na wózku w Śródmieściu. Próbowałam się dostać na Krakowskie Przemieście na całej jego długości - było wiele prób, wszystkie od tyłu, w sensie że od zaplecza kamienic, bo nigdzie nie było normalnego wejścia od frontu - jak zwykle, jeśli ON w ogóle mogą gdzieś wejść, to tylko od tyłu jak złodzieje albo gorsi krewni, nigdy od frontu. Tym razem jednak nawet od tyłu nie dawało się wejść, wszędzie wszystko pozamykane albo schody, albo krawężniki, albo za wąskie futryny. A od frontu na ulicy była wielka impreza z kilkoma orkiestrami, w tym wojskową, masa ludzi.

Pamiętam, że tam od tyłu spotkałam fantastyczną twórczynię przepięknej biżuterii.


20.08
Jestem na osiedlu bardzo bogatych domów z basenami, pogoda jak w Kalifornii. Jestem nielegalnie w cudzym domu i ratuję 2 małe koty, które właściciele chcą dać swojemu psu (pies jest duży i masywny, ale widzę go od tyłu i z boku, więc tylko się domyślam, że to amstaff lub ktoś podobny). To kot i kotka,  ona jest mała, ma ok. 1.5 miesiąca, on jest większy, ma może ze 2 miesiące. Ją można złapać jedną ręką pod pachy, jego już niestety nie. Najpierw mam problem, żeby te koty złapać, nie chcą być złapane, choć wiem, że wiedzą, co je czeka. Koty-samobójcy? Jakoś mi się je udaje dorwać, biorę jedno pod jedną pachę, drugie pod drugą, ale pies usiłuje mi je wyrwać z rąk, doskakuje to do jednego, to do drugiego. Nie atakuje mnie, nie chce robić krzywdy człowiekowi, ale koty to co innego - one atakują i zabijają, nawet gdy nie są głodne, i bawią się swoją ofiarą jak zabawką. Ja wiem i pies wie, że to ma być dla nich kara, nienawidzę ich za to, że są tak podłe, ale jednak nie umiem się pogodzić z ich śmiercią, więc je ratuję. Wiem, że dla psa to rozrywka, a nie jedzenie (gdyby był głodny i chciał je zjeść, być może byłoby inaczej).

Pies odgryza nogi kotce w kolanach. Nogi leżą na ziemi i widzę, że są odgryzione tak gładko, jakby ktoś je obciął nożem, a nie zębami. Uciekam z kotami przez ogród do sąsiedniego domu. Tam też są jakieś psy i boję się, że natychmiast wyczują krew albo usłyszą hałasy, bo koty nawet nie miauczały, tylko wydawały jakieś dziwne wrzaski, jakby chciały atakować - cały czas chciały być znalezione i zabite!

Nagle z offu słyszę głos Morgana Freemana (którego uwielbiam, zwłaszcza jego głos!), że nie można kogoś ratować wbrew jego woli, że nie można kogoś ocalić wbrew jego woli, bo wtedy to jest przemoc, a nie pomoc. I że nawet prawo pozwala na odmowę leczenia i samobójstwo! Natychmiast wiem, że to prawda i sen się urywa, więc nie wiem, czy w końcu dałam za wygraną.


23.08
Dziś śniło mi się, że odwiedzałam Renatę, koleżankę z klasy z podstawówki. Jej mama miała mnóstwo bardzo ciekawych książek naukowych, socjologicznych, psychologicznych, o Japonii itd. Z całej wizyty pamiętam tylko, że je oglądałam, czytałam i bardzo chciałam pożyczyć, na co mama mi pozwoliła, choć wymagała zapewnienia, że ich nie uszkodzę. Bardzo byłam tym przejęta.

Potem byłam z Renatą w jakimś naukowym muzeum, gdzie można było czytać książki albo ich słuchać przez słuchawki. Usłyszałam tam, że Japończycy bardzo lubią autystów.


24.08
Jestem na jakiejś uczelni i chcę się dostać na studia podyplomowe - social studies. Są ze mną 2 życzliwe kobiety, chyba asystentki ON. Idziemy korytarzem, co chwilę jakieś schody i wąskie przejścia, asystentki muszą sprowadzać wózek. W pewnej chwili słyszę, jak studenci między sobą rozmawiają i jedna mówi, że dopóki ta uczelnia będzie taka nieprzystosowana, dopóty zawsze będzie tylko drugo- czy trzeciorzędną szkółką. Trudno się nie zgodzić.

Idziemy do WC. Okazuje się, że jest koedukacyjna. Dla ON tylko jedna kabina (wiadomo, że ON nie mają płci, nieprawdaż). W ubikacji sporo ludzi. Postanawiamy sprawdzić, czy do kabiny dla ON można wjechać wózkiem - okazuje się, że nie, futryna za wąska i nawet ręczny wózek nie wchodzi.

Spotykamy jakąś przedstawicielkę uczelni, która wręcza mi papier i temat egzaminu i mówi, że będę egzaminowana tylko pół godziny, ale mogę sobie zrobić notatki. To oznacza, że mam tylko chwilę na napisanie pełnego eseju, który na egzaminie odczytam - mniej czasu niż na maturze! Sprawni mają pełny czas, ja nie. Zastanawiam się, po co w ogóle chcę to studiować, skoro już na dzień dobry uczelnia na każdym kroku dyskryminuje ON. Jak na takiej uczelni mają wyglądać social studies?


26.08
Śniło mi się, że miałam operację kręgosłupa. Po operacji leżałam na prawym boku, bo nie mogłam inaczej, a kręgosłup bolał koszmarnie. Po przebudzeniu okazało się, że faktycznie bolał koszmarnie - po raz kolejny mózg zamiast mnie obudzić, odstawia taki cyrk ze snem. :(


11.09
Mieszkanie moich rodziców. Jestem tam ja, matka i Ola. Matka chce nam pokazać jakiś trick z ogniem i nie słucha, kiedy jej mówię, żeby tego nie robiła. Oczywiście wybucha pożar, płomienie zajmują od razu pół podłogi w przedpokoju. Lecę do kuchni po wodę, ale od razu krzyczę do Oli, żeby rzuciła na ten ogień kołdrę. Ola to robi, więc jak wracam do przedpokoju z garnkiem wody, to płomieni już nie ma, tylko lekki żar na wykładzinie, na którą wylewam wodę. To tylko jeden garnek, a wody jest tyle, jakbym polała podłogę szlauchem, ale ogień znika. W tym momencie otwierają się drzwi wejściowe i wchodzi tata - wiem, że z pracy - i pyta, co się dzieje. 

Jakie to znowu realne! Matka powoduje problem zagrażający zdrowiu i życiu i nie kiwnie palcem, żeby go rozwiązać. Problem w całości spada na mnie, a ja staję na wysokości zadania. Proszę o pomoc przyjaciółkę - i tę pomoc uzyskuję. To realna pomoc. Tata przychodzi na gotowe. Niby chętny do pomocy, ale pojawia się w takim momencie, kiedy już nic ważnego nie trzeba robić. 


17.09
Śniło mi się, że dostałam bukiet liści i polnych kwiatów do prac. Ech. Dlaczego w realu tak nie ma? :(


(Marta Wasilewska-Frągnowska)


sobota, 8 sierpnia 2020

47

Sen z 25.07
Dystopia. Świat jak z filmów Tarkowskiego. Duży budynek, w środku ludzie i ja. Tylko ja wchodzę do środka w łaziku. Łazik wygląda trochę jak transformer albo jak robot z walk robotów. Nie jest zbyt duży, tyle, żeby człowiek się w środku zmieścił. Chodzę po budynku, próbuję się dostać do ludzi. Wychodzę z windy na każdym piętrze, biegam po schodach - i nic. Na każdym piętrze jest to samo! Widzę ludzi, ale oni mnie nie. Nie mogę też ich dotknąć, bo są jakby w innej rzeczywistości, jakby mnie od nich dzieliła szyba, ale ta szyba jest miękka i falująca jak tafla wody. Mimo to nie da się przez nią przejść.


Sen z 30.07
Odziedziczyłam? dostałam? ogromny wiktoriański dom w środku XXI wieku. Wewnątrz było jeszcze wiele pozostałości po meblach, zabudowaniach, głównie drewnianych. Spacerowałam po domu z jakimiś ludźmi (we śnie byli mi bliscy i życzliwi), testowałam, co się dało, i decydowałam, co może zostać, co wymaga remontu, a co demontujemy od razu. Niektóre rzeczy odpadały w czasie testów, np. ogromne 3-piętrowe łóżko, które chciałam zatrzymać, ale wyremontować, zawaliło się pod nami. :) Różne części odpadały od ścian.

W jednym z pokoi znalazłam ukryte drzwi, a za nimi wnękę z łóżkiem i umywalką - jakby się tam ktoś ukrywał. Postanowiłam to wyremontować, żeby nie niszczyć historycznego znaczenia tego miejsca.

Wiele było ruchomych części, obniżające się wysokie łóżko, poukrywane szafy i meble, które się otwierały po użyciu jakiegoś skobla czy zapadni. I wszystko jakby hydrauliczne, jak w teatrze, nie na prąd.


Sen z 31.07
Śniłam o Sarze, ale zupełnie nie pamiętam fabuły ani emocji.


Sen z 5.08
Bardzo dziwny sen, w zasadzie to wydawało mi się, że to prawda. Leżałam na łóżku, sama, odkryta, w piżamie, we własnym pokoju, ale ten pokój miał bardzo wysoki sufit, tak z 10m. W lewym górnym roku nad łóżkiem przez kamerkę patrzyli na mnie nauczyciele z liceum - oni widzieli mnie, a ja ich, z tym że ja wiedziałam, że to oni mimo tak maleńkiego i oddalonego ekranu, ale nie miałam pewności, czy oni wiedzieli, że to ja. Widzieli kogoś na łóżku, kogoś w ciężkim stanie. Nie mogłam się poruszyć, choć było mi zimno. Kiedy się obudziłam, okazało się, że wszystko było tak jak we śnie, tylko nie było kamerki pod wysokim sufitem.


Sen z 6.08
Bardzo ciasna latka schodowa jakiejś rudery, na podłodze gruz, stare żyletki i strzykawki. Jestem z jakąś narkomanką. Ja nie biorę, ale ona tak. We śnie wydaje mi się, że ona jest mi bliska, jakby była moją przyjaciółką; czuję, że jeśli chcę, żeby była w moim życiu, to muszę ją brać taką, jaka jest, nie próbować zmieniać na siłę.

Nagle czujemy jakieś niebezpieczeństwo, jakby ktoś chciał nas dopaść i zabić. Drzwi do korytarza są zamknięte, walimy w nie, ale nie dają się otworzyć. Kiedy nam się to udaje, okazuje się, że za drzwiami jest maleńkie pomieszczenie, w którym z problemami zmieściłyby się może ze 2 osoby, ale jest zajęte przez wciśnięty materac i jakąś dziewczynę, która na nim jakoś dziwnie półleży i nie chce się odsunąć ani nam pomóc odsunąć materac. Kopiemy w ten materac, żeby się przesunął, jakaś żyletka rozcina mi jeden z palców u nosi prawie na pół. Ból jest jak prawdziwy - dobrze, że się budzę. Jeszcze długo po obudzeniu go czuję.


Sen z 8.08
Wynajmuję mieszkanie na spółkę z kimś, kogo nie ma akurat w domu. Mieszkanie jest duże, bardzo ładne, umiejętnie łączy stare meble z nowoczesnością, ma ciepły klimat i mnóstwo niestandardowych zaułków, a część z nich stwarzają niestandardowo ustawione meble. Bardzo mi się ono podoba. I podobam się sama sobie - moje ubranie, mój wygląda. Jestem też tam szczęśliwa.

Przychodzą tam do mnie jacyś ludzie, którzy niby zaczynają jakąś imprezę. Zwracam im uwagę, że mają nie wchodzić na część mieszkania, która nie należy do mnie, nie dotykać cudzych rzeczy, nie niszczyć też tego, co nie należy do mnie, ale oni nie słuchają. Mimo że za nimi chodzę i staram się ich upilnować, ich jest za wielu i nie mogę upilnować wszystkich. Ktoś psuje drogi sprzęt grający w cudzej części mieszkania, ktoś inny usiłuje mi wmówić, że powinnam się ubierać inaczej. To niemal sen o matce. Ona w realu robi to, co ci wszyscy ludzie razem wzięci robili we śnie. Czar prysł, zamiast radości, którą czułam w tym cudnym mieszkaniu, jest strach i chęć zabicia się - nawet to jest takie samo jak konsekwencje zachowania matki w realu.

W drugim śnie właśnie skończył się rok szkolny. Pakuję dla Żwira zabawki. Ale to wyjątkowe zabawki, duże gabarytowo, każda sięga mi minimum do pasa lub piersi. W dodatku one żyją i są agresywne. Za to, że Żwiro chciał wziąć do domu tylko część z nich, reszta postanowiła mnie zaatakować, i to tak na poważnie, autentycznie zrobić mi krzywdę.

Te, które Żwiro chciał zabrać, pakuję do samochodu (samochód jest wielkością przystosowany do zabawek i trzeba go za sobą ciągnąć), sadzam je jak pasażerów. One też są żywe, ale łagodne. Te agresywne są znacznie brzydsze i czuję, że są agresywne właśnie dlatego, z zazdrości. Staram się je oszukać, że za rok Żwiro zorganizuje autobus i je też zabierze albo że wylosuje kilka z nich i zabierze autem jak tę część z nich teraz. Wcale nie chcą słuchać, a ponieważ są groźne, zaczynam uciekać.

Przez cały sen Żwiro się nie pojawił osobiście.









piątek, 24 lipca 2020

42

Sen z 17.07
Śniło mi się, że byłam... szczurem na statku kosmicznym (ten statek to pewnie z oglądanego akurat serialu "Ascension"). Przemykałam po sterylnych korytarzach, musiałam ekstremalnie uważać, żeby nikt mnie nie zauważył, bo przecież by mnie zaraz zabili. Znalazłam szczurzątko i nie mogłam już tak łatwo się ukrywać ani przemierzać korytarzy. Znalazłam schronienie w załomie ścian w kajucie jakiegoś dziecka. Dzieciak dał mi szmatki i jedzenie i pomagał mi się ukrywać. Ale ten załom też nie był bezpieczny, bo ściany się nie schodziły idealnie, była szczelina łącząca pokój dzieciaka z jakimś innym, a ten inny był regularnie sprzątany. Miotła idealnie się mieściła w załomie i musiałam uważać, żeby mnie nie wymieciono, bo to też oznaczało śmierć.


Drugi sen był dziwny. Śniła mi się nieżyjąca już od wielu lat A. Chciałyśmy wziąć udział w konkursie śpiewania. A. miała ciało ptaka, nielatającego małego ptaka, którego nosiłam delikatnie w swoich dłoniach. Obie miałyśmy śpiewać w tym konkursie. Byłyśmy pewne, że będziemy śpiewać przed jury, a nie przed publicznością. Niestety okazało się, że to drugie, w dodatku inni śpiewający mieli się nam z publiczności przyglądać, a okazało się, że wśród nich jest A. B., którą znałam w dzieciństwie, ale w dorosłości należała do tej części mojej przeszłości, której nie chciałam pamiętać. Wiedziałam, że będzie patrzyła na mnie z wyższością, że jak matka, będzie pragnęła wbić mi szpilę w białych rękawiczkach. Zrezygnowałam ze śpiewania. Jakie to życiowe! Nawet we śnie rezygnuję z czegoś, co kocham, żeby uniknąć przemocy, mimo że to przemocowcy powinni zrezygnować z przemocy! Całe moje życie tak wygląda.


Sen z 18.07
Wielki sklep z pięknymi ubraniami i artykułami do kolorówki. Ja i inne dziewczyny mamy prawo wybrać sobie kreacje i kolorówkę na wielki bal (nie wiem, co to za bal, ale bardzo mi na nim zależy). Wybrałam piękną szafirową, zwiewną kreację z dodatkami - nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Nagle we śnie wyskakuje matka, kradnie moją kreację dla siebie, a wszyscy udają, że tego nie zauważyli! (znowu jak w życiu!). Matka wygląda paskudnie w mojej kreacji, nie jej kolor, nie jej fason, ale nie chodzi jej o to, żeby ona wyglądała dobrze, tylko żeby mnie zrobić na złość, jak zwykle. W tym śnie po raz pierwszy ktoś się za mną wstawia, przedstawicielki sklepu odbierają jej moją kreację, dają jej inną, bardzo zgrzebną i brązową. Każą jej ją włożyć i wszyscy wiedzą, że matka nie może odmówić. Wszystkie dziewczyny i ja wyglądamy przepięknie, tylko matka nie. Takie zgrzebne ubranie świadczy o tym, że jest złym człowiekiem i wszyscy o tym wiedzą, bo właśnie po to jest takie ubranie. My bawimy się świetnie i żałujemy, że takiego balu nie było na koniec liceum, tylko jakaś durna studniówka.

Ten sklep wygląda jak dom mody. Oglądam mnóstwo pięknych ubrań, np. granatową kurtkę z żółtymi dodatkami - jest kapitalna! Szkoda, że nie można takiej mieć w realu!


Sen z 24.07
Mieszkanie w bloku, noc. W pokoju rodziców zaczyna się palić przedłużacz. Na razie to mały ogienek, wystarczy wyciągnąć wtyczkę, żeby go przerwać. Ale rodzice leżą na kanapie i nie reagują, choć nie śpią. Krzyczę do taty, żeby wyciągnął wtyczkę. On niby wstaje i niby ogarnia narzędzia, ale w tym czasie ogień już płonie, obejmuje cały pokój. Gdyby tata nie był tak opieszały, to bez problemu ugasiłby ogień, a teraz to praktycznie niemożliwe!

Zabieram psa i przechodzę do drugiego pokoju. Ale i tam zaczyna płonąć ogień. Uznaję, że nie mam zamiaru spłonąć, a tym bardziej pies nie może spłonąć ani cierpieć. Wrzeszczę do taty, żeby coś zrobił, żeby chociaż wezwał straż pożarną (on ma telefon, ja nie mam nic - ani telefonu, ani wody, ani nic, czym mogłabym gasić ogień). Tata siada na kanapie obok leżącej i obojętnej na ogień matki i mówi mi, że już za późno. To oczywiście nieprawda, bo przecież może wstać i wyjść z mieszkania, może wezwać straż i ratować sąsiadów - ale on tego nie robi! Rezygnuje bez powodu!

Zabieram psa i wychodzę z płonącego mieszkania. Na klatce schodowej wrzeszczę, że się pali, żeby zaalarmować sąsiadów, żeby wezwali straż, żeby nikomu więcej nic się nie stało.

Mieszkanie i pies były wyśnione, nie istnieli w realu, poza tym uderza mnie realizm tego snu. Tata całe życie pozorował, że coś robi, że mnie chroni przed przemocą matki, a tak naprawdę to siadł na laurach i nie chciał z tym robić nic. Ja - nie mając żadnych narzędzi! - uciekłam z przemocowego mieszkania, ratując psa i alarmując wszystkich wokół, żeby nikt więcej nie oberwał.







wtorek, 14 lipca 2020

39

Sen z 4.07.
Wycinam z gazet elementy do kolaży, dusząc się. Psikam xylogelem do nosa, psikam i psikam raz za razem - i nic, dalej się duszę, xylogel w ogóle nie działa. Budzę się - okazuje się, że duszę się naprawdę. Nie rozumiem mózgu. To nie mógł mnie obudzić od razu, żebym mogła naprawdę użyć xylogelu, tylko nęka mnie snem o tym, że się duszę? Po co?!


Sen z 11.07.
L-wo. Wracam skądś do domu rodziców ścieżką od strony śmietnika. Wszędzie pełno śniegu (pewnie dlatego, że wczoraj była śnieżyca i gradobicie - w Warszawie, w środku lipca!). W śniegu znajduję masę wyrzuconych przez kogoś odlewów z masy lekkiej, wszystkie są całe, pełnowartościowe, zbieram je więc, ale jest ich tyle, że nie mieszczą mi się w rękach!

Jeszcze jeden sen z tej nocy. Jestem gdzieś - Finlandia? Islandia? Gdzieś, gdzie jest zimno i śnieżnie. Przez cały sen towarzyszy mi poczucie zagrożenia życia. Jestem z jakimiś ludźmi, w sumie ze 3 osoby, ukrywamy się na jakimś ogrodzonym wysypisku złomu czy coś w tym stylu. Wiemy, że jak nas tam ktoś znajdzie, to nas zabije. Dookoła złomu piękne widoki. Ośnieżony las iglasty.


Sen z 12.07.
Jak zwykle w moich snach - znowu całą noc towarzyszyło mi zagrożenie życia. Mimo to - też jak zwykle - sen był niesamowity, choć pewnie ciężko będzie mi to oddać na piśmie: nie śniłam słów, tylko obrazy. Byłam z kimś, ale nie wiem z kim, nie widziałam tego kogoś, nie wiem, jak wyglądał ani jak miał na imię, ale był ktoś po mojej stronie, kto mi pomagał. Były też 2 wilki i 2 owczarki niemieckie. Wilki były niesamowicie inteligentne i rozumiały każde słowo; były jak nasi partnerzy. Psy były zwykłymi psami, nie były tak mądre jak Sara i nigdy nie mieliśmy pewności, czy wykonają polecenie, a niewykonanie jakiegokolwiek mogło się skończyć ich albo naszą śmiercią. Bardzo nam zależało i na wilkach, i na psach, co i rusz któreś z nas sprawdzało, czy odpowiednio się ukrywają, czy wystawiają się na śmierć.

Wędrowaliśmy dokądś przez zrujnowane miasto, które natura już zaczęła sobie odbierać. Nie znałam tego miasta. Każdy inny człowiek był dla nas śmiertelnym zagrożeniem, a musieliśmy chronić nie tylko siebie, ale i wilki, i psy.


Sen z 13.07.
Idę z kimś, a na naszej drodze widać gigantyczną pajęczynę z gigantycznym pająkiem. Nie ma mowy, żebym tamtędy przeszła, ale nie da się obejść. Ludzie, którzy są ze mną, przechodzą przez nią, rwąc ją i niby mogłabym przejść po nich, ale to nie jest taka pajęczynka, jakie się widuje w lasach pomiędzy drzewami. Jest niby naderwana, ale wyrwa nie jest aż tak duża, żebym mogła przejść, nie dotknąwszy jej. Próbuję przejść bokiem, ale pajęczyna sięga i tam, i jest na niej pająk. Pamiętam ten koszmarny strach, i znowu poczucie zagrożenia - znacznie większe niż strach o własne życie. Pamiętam pajęczynę na mnie, na mojej twarzy, i zbliżającego się pająka. Obudziłam się na szczęście.


Sen z 14.07.
Wsiadam do dziwnego autobusu, w którym siedzenia są ustawione w koło, jak wokół stołu. Siedzenia nie mają podłokietników. Ludzi jest dużo, jeśli wejdę później, to nie będę w stanie jechać, bo nie będę w stanie stać. Ale nie jestem też w stanie sięgnąć do portfela i wyłuskać pieniędzy na bilet. Kierowca nie patrzy, jak ludzie po prostu wkładają bilon do puszki, więc postanawiam, że teraz wejdę, a zapłacę, wysiadając (nie, jak w realu nie przyszło mi do głowy, żeby oszukać, jak nikt nie patrzy). Zajmuję miejsce z tyłu autobusu, jedno z ostatnich.

W kolejnym śnie jestem pod opieką Klaudii i Piotra. Jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, to nie szkoła, ale są dzwonki zwołujące do sal, nie wiem, w jakim celu. Na przerwie idziemy do innego pomieszczenia, a tam stoi materiałowy domek na rusztowaniu - taki, jaki miałam w dzieciństwie, ale znacznie większy, swobodnie się tam mieszczą dorośli. W domku i wokół niego jest wiele maskotek, powtykane za rusztowanie pod dachem - te mniejsze - i porozrzucane na podłodze - te większe. Na większych można siadać jak na poduszkach. Cały czas mam poczucie, że już po przerwie, że powinniśmy wracać, że poniesiemy jakieś bliżej nieokreślone konsekwencje za spóźnienie, ale maskotki są tak fajne, że zostajemy i cieszymy się nimi jak dzieci. Znajduję oczywiście maskotkę zebry, jest płaska jak krokodyl, ktoś przyszył jej nogi na płasko, jakby ją coś rozpłaszczyło od góry, ale dla mnie jest najpiękniejsza i chcę ją zabrać. :)




środa, 1 lipca 2020

32

1. Sen raczej jak te z horrorów, taki miały sztafaż. Byłam w bardzo mrocznym mieszkaniu, w którym panował półmrok i nie dało się włączyć światła. Wiedziałam, że to mieszkanie matki, więc chodziłam po nim i szukałam jej. W kuchni, pokoju, a nawet w łazience stały meble z odzysku, oszlifowane do żywego papierem ściernym - idealnie przygotowane do przecierania i ozdabiania, czyli dokładnie tak, jak marzę od dawna, ale mnie nie stać. Matkę stać, ale na złość mnie, choć takich mebli nie znosi, zrobiła sobie tak całe mieszkanie (jakie to typowe dla jej realu!). Podłoga czasem skrzypi. W łazience rząd 3-4 pryszniców, wszystko białe. Wszystko przyciemnione i niewyraźne, nie widzę za dobrze. Nagle widzę fragment dłoni, jakby ktoś z wewnątrz kabiny prysznicowej złapał dłonią za drzwi od góry. Wiem, że to matka, ale zanim udaje mi się złapać tę dłoń, znika. Natychmiast zaglądam od góry - pod prysznicem nikogo nie ma. Wołam więc "Mamo!", a ona mi odpowiada, jakby głos się oddalał: "Tutaj jestem!", choć wcale jej nie ma. Mam ją gonić, szukać, choć wiadomo, że nigdy nie da mi się znaleźć, bo nie chce być moją matką. Odnajduję za to moją ex opiekunkę Monikę O., która czekała na mnie i przywitała z otwartymi ramionami.

2. Adoptowałam szczeniaka kota. Chodzę po zrujnowanej Warszawie z tym kotem zawiniętym we własną koszulkę, bo nic innego nie miałam. Nagle kot mi ucieka. Woli zginąć, niż być ze mną, ale mimo to szukam go, chodzę i wołam. Nie odpowiada ani nie wraca.







poniedziałek, 29 czerwca 2020

31

Pamiętam 2 fragmenty snów z dzisiejszej nocy. Z pierwszego nie pamiętam prawie nic, tylko to, że ktoś mnie zawołał, a jak do niego podeszłam, to mnie podpalił. Płonęły całe moje plecy, od czubka głowy, przez czubki palców, aż po stopy. Instynktownie zaczęłam biec i krzyczeć, ale ktoś wrzasnął, żebym się położyła na ziemi, na plecach, że to stłumi ogień. Tak zrobiłam. Czuć było zapach palonych włosów i skóry. Obudziłam się z takim pulsem jak we śnie. Nie wiedziałam, że sny mogą zagrażać życiu. :(

W drugim śnie byłam w jakiejś ogromnej szkole razem z Sarą. I nagle Sara gdzieś znikła, w panice biegałam po budynku, szukając jej. Nie znalazłam...


***



sobota, 20 czerwca 2020

28

Sen 1.
Akcja dzieje się wzdłuż drogi z Zegrza do Legionowa. Z północy na południe po lewej stronie drogi ciągną się zalesione, ośnieżone góry. Śniegu jest dużo. Uciekamy z tatą, ukrywając się w tych górach, przed matką. Jest wyjątkowo pięknie i w takim pięknym krajobrazie czujemy grozę, strach przed mackami matki; mamy świadomość, że to ucieczka na śmierć i życie i że mamy niewielkie szanse; że ona nas i tak dopadnie.

Sen 2.
Jestem u jakiegoś sympatycznego profesora, który ma mi udzielać korepetycji. Ma mnie uczyć jakichś bzdur matematycznych i o... marihuanie. Zastanawiam się, jak mi pójdzie nauka w tym wieku i po co właściwie mam wracać do szkoły, skoro zawodu już przecież nie zmienię.


***
Marta Wasilewska-Frągnowska




sobota, 13 czerwca 2020

25

Dzisiejszy sen był bardzo dziwny, ale wpisuje się w moją normę. :) Z jakiegoś powodu wyssano całą wodę z Wisły. Razem z Sarą (ale to nie była prawdziwa Sara, tylko jakiś mały mieszaniec na końcu smyczy) spacerowałyśmy po wale. Na dnie koryta było jeszcze trochę wody. Ludzie też spacerowali wałem. Nagle ktoś krzyknął, że odkręcili wodę, i Wisła zaczęła się dość szybko napełniać. I... przepełniać! Nie czułam zagrożenia utopieniem, ale miałam pewność, że trzeba wejść gdzieś wyżej. Wyciągnęłam psa z wody i skierowałyśmy w stronę domu. Razem z rodzicami właśnie się przeprowadziliśmy do domu w pobliżu Wisły. To była wąska kamieniczka, bardzo wąska, trochę jak plomba wstawiona w puste miejsce. Prawie całą szerokość zajmowały schody - tym razem wąskie, ale też drewniane. Nasze bagaże po przeprowadzce piętrzyły się na parterze, który zaraz miała zalać woda. Zaczęłam je wnosić na piętro, ale nikt mi nie pomagał! Krzyknęłam do rodziców, żeby się ruszyli do roboty, bo na razie tylko ja dźwigam, mimo że jestem tu jedyną ON. Po czym się obudziłam.


***
Dzień się zaczyna paskudnie. Opiekunka znowu mnie oszukała. Umówiła się ze mną, że jeśli będzie jakiś nr z listomatu, to przyjdzie w piątek. Numer przyszedł już we wtorek. Pisałam do niej i w środę, i w czwartek, a mimo to się nie pojawiła ani nie odpisała! Nie po raz pierwszy! Czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego firma zatrudnia takie nieuczciwe osoby? I dlaczego sama jest nieuczciwa? Bo firma też nie skontaktowała się ze mną, żeby chociaż zapytać, czy przysłać kogoś na zastępstwo! I też robi to nie pierwszy raz i nie tylko mnie...

Żyć się odechciewa. Jestem traktowana jak jakiś śmieć, gorzej niż bandyta, a przecież nigdy nikogo nie skrzywdziłam. W takich momentach bardzo wyraźnie zdaję sobie sprawę, że to nie depresja zabija ludzi, tylko inni ludzie. Właśnie tacy - nieuczciwi, przemocowcy, którzy nie zasługują na miano człowieka. Moje szczury są bardziej ludzkie niż oni.

Mam usługi 2 razy w tygodniu, nie raz, w dodatku z zastrzeżeniem, że ten raz to absolutne minimum, poniżej którego nie można zejść. Nikt nie może tego tłumaczyć urlopem czy świętem, bo ON nie przestają przecież być ON w żadne urlopy czy święta!

Miarka się przebrała, teraz już na pewno napiszę skargę.


***
13.04. Dziś użerania się z nieuczciwcami ciąg dalszy. Pewien sklep usiłował mnie oszukać, że nie zapłaciłam za zakupy. Nie mogę tego sprawdzić na koncie, bo bank nadal blokuje mi logowanie (tak, tylko dlatego, że jestem ON!), dlatego napisałam do P24, przez które transakcja się odbyła. Możliwe są tylko 2 scenariusze: 1. pieniędzy apka nie pobrała albo pobrała i zwróciła - w każdym razie nie dotarły na konto sklepu; 2. sklep oszukuje klientów, że ma P24, ale wystawia tylko atrapę bez możliwości zapłaty. Z P24 najpierw odpisano mi, że nie mają płatności kartą, więc pokazałam im to. Na swojej własnej stronie piszą, że mają płatności kartą, poza tym już w ten sposób płaciłam, dlaczego chcą mnie w taki sposób oszukać?! Po wysłaniu im linka odpisali, że faktycznie, mają płatności kartą, ale słowa "przepraszam" w odpowiedzi nie było.

Napisali mi też, że nie wszystkie sklepy umieszczają tę opcję u siebie. Niektóre oszukują, że mają P24, ale dopiero po wejściu w płatności P24 okazuje się, że możliwości płatności nie ma, bo sklep ją skasował, nie uprzedzając klientów! Tak było w przypadku _tego_ sklepu! I tyle dni mi piszą niegrzeczne maile, próbując wszystko zwalić na mnie, ale jakoś "zapomnieli wspomnieć" o tym drobiazgu!


***
Kolejna sprawa z dziś. Zablokowali mi telefon, bo widzę tylko połączenia alarmowe, mimo że 11.06 zrealizowałam kod do karty i na koncie mam 24 zł z groszami! To jest jakiś absurd! Dlaczego na każdym kroku trzeba się wiecznie użerać z nieuczciwymi nierobami?!


***
Na pytania w sprawie głosowania nadal nie otrzymałam odpowiedzi. Stanęło na tym, że w tym roku pis wykluczył z głosowania ON. Bez powodu. Mimo że mamy pełne prawa. Gdzie można zgłosić tego rodzaju dyskryminację? Dyskryminację przez odebranie prawa do głosu?

Osoby z EDS6a rozpaczliwie potrzebują zasobów, żeby przeżyć, i fizycznie, i psychicznie, każdy kolejny dzień. Nie mogą ich trwonić na czyjeś nieróbstwo, oszukiwanie i podłości, bo to bezpośrednio zagraża ich życiu! I nikt nie ma prawa wymagać od szóstek, żeby się tak poświęcały! Jakim cudem prawo na to zezwala? Nigdy tego nie zrozumiem. W naszym kraju za nic karze się i dyskryminuje już doświadczonych przez życie uczciwych ludzi, a przemocowcy chodzą sobie wolni bez żadnej kary, mimo że prawo mówi co innego. I tylko my protestujemy, innym to odpowiada!


***
Jerzy Treit







czwartek, 11 czerwca 2020

Sen

Dziś znowu ciekawy sen. Zawsze mam sny z pełnowartościową, logiczną fabułą, choć czasami są straszne. Dzisiejszemu snowi towarzyszyło poczucie zagrożenia życia. Byłam dzieckiem z domu dziecka, który prowadziły jakieś zakonnice. Zakonnice były potworami, zagrażały naszemu życiu, dlatego ja i ktoś jeszcze podjęliśmy próbę ucieczki.

Dom dziecka mieścił się w ogromnym starym budynku w środku lasu. Dom miał ogromne, szerokie drewniane schody, jak w jakimś starym sądzie. Podesty na półpiętrach były przestronne i stały na nich oszklone komody pełne figurek, które były marzeniem każdego kolekcjonera. Staraliśmy się bardzo cicho zejść po tych schodach, co było trudne, bo skrzypiały, a bycie złapanym oznaczało śmierć.

Udało nam się jednak i potem uciekaliśmy przez ośnieżony las iglasty, przepiękny, ale koszmarnie wietrzny i zimny.


(autorem obrazu jest Victor Yushkevich)



wtorek, 9 czerwca 2020

***Sen***i inne cuda

Dziś we śnie latałam na spadochronie. No, czymś w rodzaju. :) Nie wyrzucano nas z samolotu, nie wznoszono w żaden mechaniczny sposób, a lotnia też wyglądała inaczej niż wszystko, co dotychczas widziałam. Wchodziło się po wąskich schodkach na taką jakby skocznię, rozpędzało się przodem do góry, do litej skały, aż prądy powietrzne przy skale łapały lotnię i wynosiły do góry. Lotnia czy spadochron to był jakby duży balon zrobiony z kwadratowej płachty materiału, nadmuchiwał go prąd powietrza, więc można było na nim latać. Mocowało się je do pleców na uprzęży.

Byłam tam z tatą i dziadkiem. Wszyscy lataliśmy. W pewnym momencie ktoś zbiegł do mnie na dół i powiedział, że dziadek się rozbił i zginął. Jak dobiegłam na górę, to wynoszono ciało dziadka w czarnym worku... Nie wierzyłam, dziadek był z nas najlepszy! Musiał go złapać jakiś wir i rozbić o skałę, bo niemożliwe, żeby popełnił błąd.


***
Dziś zachwyciły mnie przecudowne konie i inne cuda Ewy Lutomskiej-Bracikowskiej. Zajrzyjcie koniecznie na jej fp!










niedziela, 7 czerwca 2020

***sny***obrazy***

Dziś pamiętam 2 sny. W pierwszym chodziłam z Olą po wielkiej łące i zrywałyśmy kwiatki i gałązki do suszenia, żeby potem mieć do prac scrapowych. :)

W drugim śnie z kolei z tatą pojechaliśmy do Wieliszewa. Oglądaliśmy domy z działkami na obszarze od krzyżówek w Zegrzu do krzyżówek w Wieliszewie. W moim śnie stały tam jedynie domy do kupienia, nikt jeszcze w nich nie mieszkał, było ogromnie dużo zieleni, wiele starych drzew i masa dzikich zwierząt oraz zwierząt gospodarskich, które chodziły luzem, ale nie wykazywały żadnej agresji. Domy stały na dużych działkach w taki sposób, że do sąsiadów było daleko. Było słonecznie i pięknie. A deweloper w swoim biurze sprzedawał książki dla dzieci i oglądałam je z myślą o bratanicy. Nie było z nami matki, nie psuła nam radości swoim wybrzydzaniem, nie braliśmy w ogóle pod uwagę, że może z nami zamieszkać.

4 książki dla dzieci przeczytałam w realu w czwartek, a o budowie i urządzaniu domu czytałam wczoraj u Marty Kisiel (Oda buduje dom na fundamentach domu Konrada). Miło, że mózg ostatnio do snów wybiera miłe miejsca i osoby, które kocham. :)


***
A poniżej kilka przepięknych obrazów Moniki Zdaniewicz. Więcej możecie obejrzeć na jej [stronie].







poniedziałek, 1 czerwca 2020

Sny na obrazach

Dziś kilka obrazów; ich autorka to Marta Wasilewska-Frągnowska. Jej blog możecie znaleźć [tutaj].

Obrazy Marty skojarzyły mi się z moim wczorajszym snem...

"Dziś śniło mi się, że znowu chodziłam do liceum w Dębem. Przedostatni autobus odjechał, ostatni mnie zabrał. Mnie i Iwonę, koleżankę z klasy, która mieszkała po drodze do krzyżówek. Jadąc, słuchałam, jak Iwona opowiada, że na drodze do krzyżówek jest Świątynia Światłości, ale ujawnia się tylko nielicznym, że ona już ją odkryła i że zaczęła zgłębiać poziomy światłości. Tak się cieszyła, że świątynia ją wpuściła, ale jakoś nie mogła przejść do kolejnych poziomów, ciągle była na początku.

Autobus zatrzymał się przy dróżce koło domu Iwony. Musiałam wysiąść, żeby ją wypuścić, ale kiedy wysiadła, autobus odjechał, nie czekając, aż z powrotem wsiądę. Iwona zaraz znikła, a ja postanowiłam iść do krzyżówek.

Ruszyłam i tuż za zakrętem zobaczyłam TO. Świątynię. To nie był budynek! To jakby ktoś zmienił drogę do krzyżówek w przepiękną, baśniową dżunglę. Aż mnie zatknęło z zachwytu. Pierwsza moja myśl była taka, że tyle lat tu jeżdżę do szkoły i spaceruję po tych okolicach, a nigdy tego nie widziałam! Zaraz mi się przypomniały słowa Iwony, że świątynia ujawnia się tylko niektórym.

Weszłam na ścieżkę, a właściwie moja droga zamieniła się w ścieżkę świątyni. Kiedy się obejrzałam za siebie, droga do krzyżówek nikła jakby za mgłą - ludzie z zewnątrz nie widzieli świątyni, ja przestawałam widzieć drogę i zewnętrze.

Zaczęłam iść, rozglądając się. Byłam zachwycona roślinnością i ptakami, nigdy takich nie widziałam. Było w tym też coś strasznego, poza zachwytem czułam też strach. Iwonie co prawda nic się nie stało, ale ona była na samym początku tej drogi, tymczasem ja szłam dalej i nikt mi nie zabraniał! A im dalej wchodziłam w tę dżunglę, tym straszniej było. Dość szybko doszłam do czegoś, o czym wiedziałam, że jest źródłem. Najwyższą światłością, źródłem wszelkiej wiedzy i mądrości. To coś, jakiś kamienny kształt otoczony autentyczną światłością, było podwieszone nad przepaścią, której dna nie było widać. Do środka prowadziła tylko jedna ścieżka - wąziutka, może ok. 1m, drewniany wiszący mostek, bez poręczy. I nim miałam przejść nad tą przepaścią?

To był ostatni krąg i bardzo mnie kusiła ta cała wiedza. Ale też poczułam chęć bycia lepszą od innych, którym świątynia nie pozwoliła tu dotrzeć. Czułam się, jakby mnie świątynia poddawała testowi: dała mi już wszystko, poza ostatnim kręgiem, którego nie dostał nikt. Czy się skuszę, żeby mieć więcej niż wszyscy? Mnie bardziej interesowała ta wiedza, niż to, że nikt inny jej nie posiadł. Sama wiedza zawsze była dla mnie ważniejsza niż jakaś głupia rywalizacja, ale po co mi ta wiedza, skoro umrę, bo nie przejdę przecież po tym mostku żywa? A już i tak posiadłam całą wiedzę wszystkich kręgów, poza ostatnim. I właściwie dlaczego świątynia mi na to pozwoliła? Czym się różniłam od Iwony, koleżanki z klasy, i innych ludzi?

Stałam tam i rozmyślałam. Im bardziej chciałam wejść na ten mostek, tym większy był strach. Im bardziej się przed tym wzbraniałam, tym strach był mniejszy. Nikogo tam nie było, poza ptakami i świątynią - świątynia była żywa, ona była samym życiem. Czułam, że boję się nie tylko spadnięcia w przepaść, ale tego, co by mnie spotkało, gdybym przeszła bezpiecznie. Bałam się tej ostatecznej światłości, którą miałam na wyciągnięcie ręki.

Nie podejmę się interpretacji tego snu, zresztą nie wierzę, że mózg mi próbuje coś przekazać. :) Ale czytając o snach innych ludzi, zawsze się dziwię, że moje są jak filmy, mają logiczną fabułę. :) Ale przypomniało mi się, że wczoraj myślałam o tym, że po co zdobywamy wiedzę, po co się uczymy, skoro potem zabieramy to do grobu, nie możemy tego nikomu przekazać. Myślałam w tym kontekście o tacie, który miał ogromną wiedzę, i po co mu to było? Wszystko przepadło. I tak samo wszystko przepadnie, kiedy ja umrę".