środa, 29 lipca 2020

43


110. "Jestem dziewczyną" Yasmeen Ismail
Kolejna cudna książeczka dla dzieci, znowu tych mniejszych, ale już rozumiejących, co się czyta - o tym, że warto być sobą. I że nie ma durnych stereotypów, że coś jest dla chłopców, a coś dla dziewczynek. Dziewczynki mogą być, kim chcą, mogą wszystko i nikt nie ma prawa im tego zabraniać ani komentować niegrzecznie. Drogie dziewczynki, nie dajcie się chłopakom! Przepiękne ilustracje! Tak, specjalnie wybieram takie książki. :)

111. "Dziewczyna z konbini" Sayaka Murata
Nie wiem, co sądzić o tej książce. Bo to niby książka o inności, tyle że ta inność to nie to, co się autorce wydaje. Autorce wydaje się, że inność to to, że bohaterka pracuje jako ekspedientka i nie chce mieć faceta. Co w tym dziwnego? Innego? Dziwne jest to, że ona usiłuje udawać większość ludzi, przystosować się do inności - inności tych wszystkich dziwnych ludzi, którzy udają, że mąż, dziecko i praca (ale tylko taka, jaką zaakceptują, w żadnym razie sklep!) to norma, że życie w kłamstwie jest ok, że przemoc jest ok! TO jest dziwne. To, że bohaterka chce być taka dziwna w pejoratywny sposób, zamiast żyć normalnie tak, jak chce. Bohaterka jest normalna, ale zachowuje się tak, jakby chciała być nienormalna - czyli taka jak większość ludzi - i to właśnie jest nienormalne. Nienormalne jest to, że usiłuje się dostosować do przemocowej większości. To bardzo enteckie, nie rozumiem tego, dlatego nie wiem, jak tę książkę ocenić.

112. "Ludzkie sprawy" Wiktor Osiatyński
Zbiór wywiadów Osiatyńskiego z różnymi - w większości ciekawymi - ludźmi. Zdarzył się jeden czy dwa nudnawe wywiady nieliterackie, ale większość trzyma poziom i są to w zasadzie rozmowy, nie tylko wywiady. Chwilami denerwuje mnie, że O. przerywa interlokutorom i wciska w ich usta słowa, którym zaprzeczają, bo mieli co innego na myśli, ale miło się czyta mądre pytania i rozmowy dwojga inteligentnych ludzi.

"Człowiek, żeby odnieść się dobrze do obcych, musi mieć autonomiczne i niezależne Ja". M. Jarymowicz

"Egocentryzm powoduje, że człowiek widzi wyłącznie czubek własnego nosa, a indywidualizm, w którym też przecież używamy zaimka "ja", pozwala nam jednak działać na rzecz dobra drugiego człowieka". M. Jarymowicz

"Odsłonięcie się przed światem przestaje być tabu, kiedy już się zaakceptuje swoją przeszłość. Wtedy nie ma się nic do ukrycia przed sobą, a więc i przed innymi". P. Młynarska

"Możemy być bardzo wrażliwi na przyjemności i je odbierać na każdym kroku, a jednocześnie być ludźmi głęboko nieszczęśliwymi. To się nie wyklucza". E. Rylski

"Natury neurotyczne i niepogodzone z życiem są wrażliwsze na piękno niż te, które to życie afirmują i uważają, że to wszystko ma sens". E. Rylski

Tropy: Susan Jeffers; Józefina Juna Szelińska, "Narzeczona Schulza"; Justyna Kopińska, "Spokojny sen Anny"; Maria Barcikowska - o otępieniu, Rylski "Na grobli", "Wyspa"

Brak redakcji technicznej, tytuły w cudzysłowach, "Bruna" (Schulz nie miał na imię Brun!)

113. "Portret młodej wenecjanki" Jerzy Pilch
Piszą, że to powieść. Dla mnie - zbiór opowiadań w pierwszej osobie zgrzybiałego faceta oczarowanego młodą kobietą i/lub młodymi kobietami. Chwilami przypominał mi się mój romans z JE, tyle że ten był intelektualny, oboje byliśmy sapioseksualni; ciuchy, mizdrzenie się, disco polo, seks - to nie była nasza bajka. Pociągały nas wzajemnie nasze umysły, rozmowy, książki. Orgazm był wtedy, kiedy JE zabierał mnie do magazynów wydawniczych i pozwalał wybierać książki bez ograniczeń. W "Wenecjance" seks się ulewa i to obniża ocenę, ale pozaseksualny opis romansu wygląda tak, jak wyglądać by mógł opis naszego romansu sporządzony przez JE - miałam wrażenie, że to właśnie JE pisze, aczkolwiek brakowało mi tu ciętej erudycji i inteligencji.

"Samotni nie budzą powszechnego zaufania, ich mieszkania uchodzą za wylęgarnię występku i zbrodni, niesamotni krzywo na nich patrzą, zazdroszczą im, iż mogą robić, co dusza zapragnie".

"Nawiasem: niesamotni? Wieluż ich? Mniej, znacznie mniej, niż się zdaje. Zawyżona liczba pochodzi z pozorów. Nie ma dotkliwszej samotności niż w niefortunnie wybranym związku, nie ma boleśniejszej samotności niż z kimś, kto miał być lekiem na samotność, a mnoży samotność".

"Uszczerbek na zdrowiu kieruje całym moim życiem".

114. "Motyw ukryty" Katarzyna Bonda & Bogdan Lach
Reportaże kryminalne napisane jednak językiem niereportażowym. Współautorem jest profiler, więc miałam nadzieję na książkę pełną psychologii, czyli bardzo ciekawą. Zawiodłam się. Książka zawiera niemal wyłącznie opisy przestępstw, ale część psychologiczna jest znikoma. To ja na I roku lepiej i obszerniej interpretowałam test Rottera. Kryminały Bondy uważam za bardzo słabe, więc liczyłam jakby trochę na odkupienie pisarskich win, ale się przeliczyłam.

"Nikt nie jest stworzony do tego, by być niewolnikiem. A zawładnąć sobą możemy pozwolić innej osobie tylko my sami".

zdażyło - serio?! serio?! s. 376 Kto tak pisze?!


115. "Czerń" Maja Lidia Kossakowska
Korespondenta wojennego z traumami opętał bożek Gu i wymaga od niego ofiar. To w skrócie - krótki - I tom. Przeczytałam go, bo autorka ma świetne pióro i jej poprzednie książki bardzo mi się podobały, ale nie radzę od tego cyklu zaczynać, bo to tylko zniechęci do autorki. Liczę na to, że jednak wróci do świetnych tekstów.

116. "Kafka" David Zane Mairowitz & Robert Crumb
Komiksowa biografia Kafki. Kreska mi się za bardzo nie podobała, wszystkie postacie miały jednakowe twarze, ale sam pomysł na biografię fantastyczny!

"Stosunek płciowy to kara za szczęście bycia razem". F. Kafka



117. "Świadek epoki. Walter Benjamin" Hans Mayer
Krótki szkic o ewolucji twórczości Benjamina rozczarował mnie. Napisany maczkiem, ale właściwie nic nowego nie wnosi, poza kilkoma tropami.

Tropy: Bloch, Peter Szondi, "Angelus Novus" Klee

Jak rozpoznać złego krytyka literackiego? "Mówi się wówczas nie o przedmiocie krytyki, lecz o doznaniach krytyka".

"Powierzchowny bodziec, egzotyka, malowniczość oddziałują tylko na obcych. By jako miejscowy dojrzeć obraz miasta, potrzeba innych, głębszych motywów. Motywów towarzyszących komuś, kto wędruje w przeszłość, nie zaś w dal". W. Benjamin


piątek, 24 lipca 2020

42

Sen z 17.07
Śniło mi się, że byłam... szczurem na statku kosmicznym (ten statek to pewnie z oglądanego akurat serialu "Ascension"). Przemykałam po sterylnych korytarzach, musiałam ekstremalnie uważać, żeby nikt mnie nie zauważył, bo przecież by mnie zaraz zabili. Znalazłam szczurzątko i nie mogłam już tak łatwo się ukrywać ani przemierzać korytarzy. Znalazłam schronienie w załomie ścian w kajucie jakiegoś dziecka. Dzieciak dał mi szmatki i jedzenie i pomagał mi się ukrywać. Ale ten załom też nie był bezpieczny, bo ściany się nie schodziły idealnie, była szczelina łącząca pokój dzieciaka z jakimś innym, a ten inny był regularnie sprzątany. Miotła idealnie się mieściła w załomie i musiałam uważać, żeby mnie nie wymieciono, bo to też oznaczało śmierć.


Drugi sen był dziwny. Śniła mi się nieżyjąca już od wielu lat A. Chciałyśmy wziąć udział w konkursie śpiewania. A. miała ciało ptaka, nielatającego małego ptaka, którego nosiłam delikatnie w swoich dłoniach. Obie miałyśmy śpiewać w tym konkursie. Byłyśmy pewne, że będziemy śpiewać przed jury, a nie przed publicznością. Niestety okazało się, że to drugie, w dodatku inni śpiewający mieli się nam z publiczności przyglądać, a okazało się, że wśród nich jest A. B., którą znałam w dzieciństwie, ale w dorosłości należała do tej części mojej przeszłości, której nie chciałam pamiętać. Wiedziałam, że będzie patrzyła na mnie z wyższością, że jak matka, będzie pragnęła wbić mi szpilę w białych rękawiczkach. Zrezygnowałam ze śpiewania. Jakie to życiowe! Nawet we śnie rezygnuję z czegoś, co kocham, żeby uniknąć przemocy, mimo że to przemocowcy powinni zrezygnować z przemocy! Całe moje życie tak wygląda.


Sen z 18.07
Wielki sklep z pięknymi ubraniami i artykułami do kolorówki. Ja i inne dziewczyny mamy prawo wybrać sobie kreacje i kolorówkę na wielki bal (nie wiem, co to za bal, ale bardzo mi na nim zależy). Wybrałam piękną szafirową, zwiewną kreację z dodatkami - nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Nagle we śnie wyskakuje matka, kradnie moją kreację dla siebie, a wszyscy udają, że tego nie zauważyli! (znowu jak w życiu!). Matka wygląda paskudnie w mojej kreacji, nie jej kolor, nie jej fason, ale nie chodzi jej o to, żeby ona wyglądała dobrze, tylko żeby mnie zrobić na złość, jak zwykle. W tym śnie po raz pierwszy ktoś się za mną wstawia, przedstawicielki sklepu odbierają jej moją kreację, dają jej inną, bardzo zgrzebną i brązową. Każą jej ją włożyć i wszyscy wiedzą, że matka nie może odmówić. Wszystkie dziewczyny i ja wyglądamy przepięknie, tylko matka nie. Takie zgrzebne ubranie świadczy o tym, że jest złym człowiekiem i wszyscy o tym wiedzą, bo właśnie po to jest takie ubranie. My bawimy się świetnie i żałujemy, że takiego balu nie było na koniec liceum, tylko jakaś durna studniówka.

Ten sklep wygląda jak dom mody. Oglądam mnóstwo pięknych ubrań, np. granatową kurtkę z żółtymi dodatkami - jest kapitalna! Szkoda, że nie można takiej mieć w realu!


Sen z 24.07
Mieszkanie w bloku, noc. W pokoju rodziców zaczyna się palić przedłużacz. Na razie to mały ogienek, wystarczy wyciągnąć wtyczkę, żeby go przerwać. Ale rodzice leżą na kanapie i nie reagują, choć nie śpią. Krzyczę do taty, żeby wyciągnął wtyczkę. On niby wstaje i niby ogarnia narzędzia, ale w tym czasie ogień już płonie, obejmuje cały pokój. Gdyby tata nie był tak opieszały, to bez problemu ugasiłby ogień, a teraz to praktycznie niemożliwe!

Zabieram psa i przechodzę do drugiego pokoju. Ale i tam zaczyna płonąć ogień. Uznaję, że nie mam zamiaru spłonąć, a tym bardziej pies nie może spłonąć ani cierpieć. Wrzeszczę do taty, żeby coś zrobił, żeby chociaż wezwał straż pożarną (on ma telefon, ja nie mam nic - ani telefonu, ani wody, ani nic, czym mogłabym gasić ogień). Tata siada na kanapie obok leżącej i obojętnej na ogień matki i mówi mi, że już za późno. To oczywiście nieprawda, bo przecież może wstać i wyjść z mieszkania, może wezwać straż i ratować sąsiadów - ale on tego nie robi! Rezygnuje bez powodu!

Zabieram psa i wychodzę z płonącego mieszkania. Na klatce schodowej wrzeszczę, że się pali, żeby zaalarmować sąsiadów, żeby wezwali straż, żeby nikomu więcej nic się nie stało.

Mieszkanie i pies były wyśnione, nie istnieli w realu, poza tym uderza mnie realizm tego snu. Tata całe życie pozorował, że coś robi, że mnie chroni przed przemocą matki, a tak naprawdę to siadł na laurach i nie chciał z tym robić nic. Ja - nie mając żadnych narzędzi! - uciekłam z przemocowego mieszkania, ratując psa i alarmując wszystkich wokół, żeby nikt więcej nie oberwał.







czwartek, 23 lipca 2020

41



Adam wybiera świetne wokalistki na swoje muzyczne partnerki. Ania też ma niezwykły głos. Trudno w to uwierzyć, ale mukowiscydoza jest jej atutem: daje jej niesamowity zatokowy/nosowy głos! Bardzo dojrzały i piękny. Nie da się go podrobić!


poniedziałek, 20 lipca 2020

40


103. "Pisklak" Zuzanna Orlińska
Bardzo fajna opowieść dla dzieci o prawdziwym życiu i dorastaniu. O wybieraniu tego, co moralne. O pomaganiu. Trochę o historii i innych ludziach, którzy żyli przed nami. O przyjaźni. O tym, że życie nie jest różowe i beztroskie. Chociaż chwilami rozmowy były mocno infantylne. O chłopakach to się w tym wieku jeszcze długo nie myśli. W tym wieku myśli się o tym, czy się przeżyje, czy w ogóle chce się przeżyć i żyć z ciężką, śmiertelną chorobą, która tylko się pogarsza. O tym, że nie da się znaleźć przyjaciół, bo wszyscy ciągle umierają i żaden nie przeżywa wystarczająco długo. O tym, czy tata poradzi sobie, kiedy umrę, o tym, że trzeba się postarać jeszcze trochę przeżyć, żeby dożyć do momentu, kiedy tata się z tym pogodzi. O przemocy matki. O tym, czy matka pozwoli się leczyć i ratować życie. To są dziecięce myśli i problemy, a nie czy podobam się temu chłopakowi, czy pójść na imprezkę do Damiana, czy może raczej zanieść kanapkę Cyrylowi, który uciekł z domu. BTW, miałam mniej niż 2 lata, jak ratowałam pisklęta, które wypadły z gniazda, a tu bohaterka je zostawia bez pomocy, a do tego brzydzi się je podnieść. Książka nie piętnuje tego zachowania, mimo tytułu. To powinno zostać zmienione przed wydaniem.

104. "Ginczanka. Nie upilnuje mnie nikt" Izolda Kiec
Sięgając po tę książkę, myślałam, że sięgam po biografię Ginczanki ("długo wyczekiwaną biografię", jak głosi okładka). Niestety. To nie była nawet biografia jej wierszy. Właściwie nie wiem, jak to nazwać. Cechą tej książki jest wielosłowie, które niewiele wnosi. Nie poznałam Ginczanki lepiej, nie wiem, kim była, jakie miała relacje z ludźmi, jak ich traktowała, co lubiła, a czego nie, jaką miała osobowość (nawet nie wiem, czy była typowym NT, czy może chociaż introwertyczką!), niewiele wiem o jej rodzinie i o tym, jakie miała z nimi relacje, jakie miała zwierzęta, kogo kochała, jakie były jej upodobania, w co lubiła się ubierać, jak czesać (o, dowiedziałam się, że lubiła bardzo swoje włosy - to jedyna jej cecha wg tej książki), jak lubiła pisać: na stojąco jak Stendhal? na siedząco? Jak wyglądało jej ulubione biurko, jej pokój? Kim byli jej mistrzowie (poza Norwidem i Tuwimem). Dokąd podróżowała, poza Warszawą? O czym marzyła? Jakie miała poglądy? Jakie miasta i miejsca lubiła najbardziej? Chryste, marzę o tym, żeby jej biografię napisała Grochowska!

Dużo tu gadania po próżnicy, trochę cudzych wspomnień, z których jedne zaprzeczają drugim, a nadają się na zbiór wspomnień o poetce, ale nie na biografię. Dużo wierszy, które pasuję do poezji zebranych raczej, bo biografią poetycką tej książki też nie można nazwać. Miło, że przypisy są na tej samej stronie, a nie na końcu, ale dlaczego redaktor nie zrobił redakcji technicznej? Kropki po wielokropku i znaczniki przypisów po kropce (bynajmniej nie przy wierszach!) to plaga w tej książce. Zdjęć poetki też bardzo mało i nie potwierdzają zupełnie słów o tym, jaką była pięknością. Nie wyjaśniono, skąd wziął się ten mit o jej urodzie.

Osobowość poetki ciekawi mnie nawet bardziej niż jej poezja - nie lubię rymowanek i nieuzasadnionego przestawiania szyku, niezależnie od autora - ale w tym grubym tomiszczu nie ma o niej prawie nic. Autorka pisze całe rozdziały o miastach czy ulicach, zamiast pisać o osobie, która tam bywała.

Są rozbieżności co do tego, jak Zuzanna trafiła do więzienia i na śmierć. Wg jednej relacji wydali ją Chominowie, ciekawa rodzinka donosicieli na niewinnych ludzi, synalek pracował dla Niemców jako strażnik w więzieniu, był w AK, gdzie mordował antyfaszystów. Potem sam zgłosił się do pracy w NKWD. Wg innej relacji, dla mnie wiarygodniejszej, wydał ją Jan Woźniakowski, którego aresztowano przed nią. W grypsach podał wszystko, co wiedział, łącznie z hasłem, po którym otwierano schowek, w którym ukrywała się Zuzanna.

105. "Tajemnica godziny trzynastej" Anna Kańtoch
Kolejny tom cyklu o Ninie całkiem ciekawy, choć znalazłam parę dziwnych zdarzeń bez uzasadnienia. Ta książka jest napisana tak, że chce się ją czytać, mimo że bohaterami są dzieci. Ale to są ludzkie dzieci, zachowujące się jak ludzie, myślące, nieodstawiające dziecinady jak w wielu innych książkach.

będzie potrafił - powtarzane kilkakrotnie w kilku wariantach!

106. "Łzy Mai" Martyna Raduchowska
107. "Spektrum" Martyna Raduchowska
Kapitalny kryminał w wyjątkowym fantastycznym sztafażu. Jest tu i futurystyczny świat, i magia, i morderstwo, i dochodzenie, i świetni, ciekawi bohaterowie. Stawiam 5, mimo że autorka zrobiła wstrętny unik, zupełnie niefair wobec czytelników. Spodziewałam się rozwiązania zagadki w I tomie, jak w każdym porządnym kryminale. Nie doczekałam się. II tom to ta sama historia, wcale nie ciąg dalszy, tylko z punktu widzenia innej bohaterki. Tu również nie rozwiązano zagadki. A III tomu nie wydano. To kolejny cykl bez zakończenia i bez uczciwego uprzedzenia czytelnika, że zakończenia się nie doczeka. Tak się nie robi, państwo wydawcy i autorzy!

Cudownie poprawnie odmieniane imię Maya! ALE: Od kiedy to autyzm jest "nieprawidłową aktywnością mózgu"?! Jeśli coś jest nieprawidłowe, to co najwyżej entyzm! I kto poprawnie odmieniając Mayę, jednocześnie nie odmienia Attenborougha?

"Nic zaś nie umiera piękniej niż książki.
I może właśnie dlatego je wybrałam. Zapachu ich śmierci z niczym innym nie sposób porównać. To aromat dymnego drewna i trawy. Czasem ziemisty, wędzony, z wyraźną domieszką kawy. Niekiedy słodki jak migdały albo czekolada. Innym razem zdominowany silną waniliową nutą – wonią gnijącej ligniny, doprawionej szczyptą kurzu, odrobiną stęchlizny i ledwo uchwytnym kadzidlanym zapachem starego kościoła.
Książki umierają z godnością i w ciszy, niepostrzeżenie obracają się proch już od dnia, w którym jeszcze ciepłe i pachnące drukarską farbą trafiają na swoją pierwszą półkę. Jednak zwiedzając opuszczoną bibliotekę niczym wnętrze pradawnego grobowca, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że prawdziwa śmierć grozi im tylko wtedy, gdy nikt ich nie czyta.
Niewykluczone zatem, że chciałam je ratować. Ale teraz, z perspektywy czasu, muszę przyznać, że wyszło zupełnie na odwrót i to one uratowały mnie".

108. "Fałszywy Pieśniarz" Martyna Raduchowska
Kolejny tom cyklu o szamance Idzie trzyma poziom! I tu już autorka nie kpi z czytelnika, w tym cyklu każdy tom jest z zamknięciem fabuły. Najfajniejsze, poza postaciami, jest to, że akcja rozgrywa się we współczesności, w policyjnych kręgach.

"Jak można unieruchomić zmąconą wodę, skoro ktoś inny wciąż rysuje na niej swoje kręgi?"

109. "Nibybór. Zwierzęta wśród drapaczy chmur" Agnieszka Frączek
Książeczka dla najmłodszych dzieci, bo te starsze już się nie nabiorą na rymowanki, zwłaszcza że te nie są zbyt przemyślane. Nie lubię, kiedy ktoś wstawia dziwne wyrazy, archaizmy (podczas gdy tekst nie jest archaiczny, tutaj np. "miast" zamiast "zamiast"), zmienia szyk w zdaniu niewygodnie itd., a tak tu właśnie jest. Duży plus za wierszyk o szczurach. A jeszcze większy za ilustracje - są przepiękne!



***
"Nibybór" zilustrował Daniel Włodarski. Jego ilustracje są zachwycające!






wtorek, 14 lipca 2020

39

Sen z 4.07.
Wycinam z gazet elementy do kolaży, dusząc się. Psikam xylogelem do nosa, psikam i psikam raz za razem - i nic, dalej się duszę, xylogel w ogóle nie działa. Budzę się - okazuje się, że duszę się naprawdę. Nie rozumiem mózgu. To nie mógł mnie obudzić od razu, żebym mogła naprawdę użyć xylogelu, tylko nęka mnie snem o tym, że się duszę? Po co?!


Sen z 11.07.
L-wo. Wracam skądś do domu rodziców ścieżką od strony śmietnika. Wszędzie pełno śniegu (pewnie dlatego, że wczoraj była śnieżyca i gradobicie - w Warszawie, w środku lipca!). W śniegu znajduję masę wyrzuconych przez kogoś odlewów z masy lekkiej, wszystkie są całe, pełnowartościowe, zbieram je więc, ale jest ich tyle, że nie mieszczą mi się w rękach!

Jeszcze jeden sen z tej nocy. Jestem gdzieś - Finlandia? Islandia? Gdzieś, gdzie jest zimno i śnieżnie. Przez cały sen towarzyszy mi poczucie zagrożenia życia. Jestem z jakimiś ludźmi, w sumie ze 3 osoby, ukrywamy się na jakimś ogrodzonym wysypisku złomu czy coś w tym stylu. Wiemy, że jak nas tam ktoś znajdzie, to nas zabije. Dookoła złomu piękne widoki. Ośnieżony las iglasty.


Sen z 12.07.
Jak zwykle w moich snach - znowu całą noc towarzyszyło mi zagrożenie życia. Mimo to - też jak zwykle - sen był niesamowity, choć pewnie ciężko będzie mi to oddać na piśmie: nie śniłam słów, tylko obrazy. Byłam z kimś, ale nie wiem z kim, nie widziałam tego kogoś, nie wiem, jak wyglądał ani jak miał na imię, ale był ktoś po mojej stronie, kto mi pomagał. Były też 2 wilki i 2 owczarki niemieckie. Wilki były niesamowicie inteligentne i rozumiały każde słowo; były jak nasi partnerzy. Psy były zwykłymi psami, nie były tak mądre jak Sara i nigdy nie mieliśmy pewności, czy wykonają polecenie, a niewykonanie jakiegokolwiek mogło się skończyć ich albo naszą śmiercią. Bardzo nam zależało i na wilkach, i na psach, co i rusz któreś z nas sprawdzało, czy odpowiednio się ukrywają, czy wystawiają się na śmierć.

Wędrowaliśmy dokądś przez zrujnowane miasto, które natura już zaczęła sobie odbierać. Nie znałam tego miasta. Każdy inny człowiek był dla nas śmiertelnym zagrożeniem, a musieliśmy chronić nie tylko siebie, ale i wilki, i psy.


Sen z 13.07.
Idę z kimś, a na naszej drodze widać gigantyczną pajęczynę z gigantycznym pająkiem. Nie ma mowy, żebym tamtędy przeszła, ale nie da się obejść. Ludzie, którzy są ze mną, przechodzą przez nią, rwąc ją i niby mogłabym przejść po nich, ale to nie jest taka pajęczynka, jakie się widuje w lasach pomiędzy drzewami. Jest niby naderwana, ale wyrwa nie jest aż tak duża, żebym mogła przejść, nie dotknąwszy jej. Próbuję przejść bokiem, ale pajęczyna sięga i tam, i jest na niej pająk. Pamiętam ten koszmarny strach, i znowu poczucie zagrożenia - znacznie większe niż strach o własne życie. Pamiętam pajęczynę na mnie, na mojej twarzy, i zbliżającego się pająka. Obudziłam się na szczęście.


Sen z 14.07.
Wsiadam do dziwnego autobusu, w którym siedzenia są ustawione w koło, jak wokół stołu. Siedzenia nie mają podłokietników. Ludzi jest dużo, jeśli wejdę później, to nie będę w stanie jechać, bo nie będę w stanie stać. Ale nie jestem też w stanie sięgnąć do portfela i wyłuskać pieniędzy na bilet. Kierowca nie patrzy, jak ludzie po prostu wkładają bilon do puszki, więc postanawiam, że teraz wejdę, a zapłacę, wysiadając (nie, jak w realu nie przyszło mi do głowy, żeby oszukać, jak nikt nie patrzy). Zajmuję miejsce z tyłu autobusu, jedno z ostatnich.

W kolejnym śnie jestem pod opieką Klaudii i Piotra. Jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu, to nie szkoła, ale są dzwonki zwołujące do sal, nie wiem, w jakim celu. Na przerwie idziemy do innego pomieszczenia, a tam stoi materiałowy domek na rusztowaniu - taki, jaki miałam w dzieciństwie, ale znacznie większy, swobodnie się tam mieszczą dorośli. W domku i wokół niego jest wiele maskotek, powtykane za rusztowanie pod dachem - te mniejsze - i porozrzucane na podłodze - te większe. Na większych można siadać jak na poduszkach. Cały czas mam poczucie, że już po przerwie, że powinniśmy wracać, że poniesiemy jakieś bliżej nieokreślone konsekwencje za spóźnienie, ale maskotki są tak fajne, że zostajemy i cieszymy się nimi jak dzieci. Znajduję oczywiście maskotkę zebry, jest płaska jak krokodyl, ktoś przyszył jej nogi na płasko, jakby ją coś rozpłaszczyło od góry, ale dla mnie jest najpiękniejsza i chcę ją zabrać. :)




niedziela, 12 lipca 2020

38

6.07
1. Zamówiłam zakupy z Tesco. Jest opcja "bez plastikowych toreb", więc ją wybrałam. Byłam przekonana, że przywiozą mi zakupy w tych ich kontenerach i je wypakują bezpośrednio z nich. A gdzie tam! Zakupy były popakowane w torby... papierowe! Bezpowrotnie zniszczyli jakieś drzewa, żeby zrobić z nich jednorazowe torby, które nie podlegają recyklingowi, bo jak trafią do kosza, to nasiąkną śmieciami i będą bezużyteczne. Nie, opiekunka nie segreguje śmieci, nie ma takiego obowiązku do wyboru na liście obowiązków! Zresztą nawet gdyby go miała, to nie ma możliwości, bo nie dano nam dodatkowego metra na dodatkowe kosze. Pod zlewem mieści się jedynie bardzo mały kosz 15l. Nawet worków do niego się nie da kupić, bo wszędzie same landary! Żeby je napełnić, muszę je wyjmować z kosza i stawiać poza nim, przez co wiecznie czegoś się nie da otworzyć, a to lodówki, a to szafki, a to piekarnika. I smród oczywiście na całe mieszkanie. Świetnie to obmyślili ci wszyscy producenci, deweloperzy, OPS itd., nieprawdaż. Jak się wymusza na ludziach segregowanie śmieci, to najpierw powinno się udostępnić całą infrastrukturę, która to umożliwia. Tymczasem tak nie jest. Czemu nikt za to nie ponosi odpowiedzialności?

Ja mam sporą kuchnię, ale i tak nieustannie się potykam a to o otwartą zmywarkę, a to o taboret, o worku ze śmieciami nie wspomnę. Więcej ich nie mogę mieć. :/ Jedynie opiekunka mogłaby segregować te śmieci przed samym ich wyniesieniem, ale OPS takiego obowiązku nie przewiduje. Jak sobie chcą. :(

2. Opiekunka poszła do biblioteki. Oddała 3 książki i miała wziąć 3 książki, które zamówiłam w weekend. Bibliotekarka wzięła te 3, ale nie zdjęła ich z mojej karty - nadal wiszą na stronie, jakbym je miała wypożyczone. Z 3, które miała wydać, wydała tylko 2. A wszystkie 3 wiszą nadal jako nieodebrane! No brawo! Bo przecież za mało problemów mi ludzie na co dzień robią! A moja opiekunka ma za dużo czasu, żeby latać tam i z powrotem! :/

Opiekunka przyniosła książki mokre, mimo że zawsze daję jej specjalnie torbę na książki z biblioteki, bo nie mam zamiaru znowu płacić za to, że ktoś - przecież nie ja! - zniszczył książkę. Torby mi nie oddała.


3. Xero, które tydzień temu drukowało mi stemple na moim cienkim papierze do stempli, dziś odstawia cyrk i nie chce drukować. Kłamią w żywe oczy, a za każdym razem jest to inne kłamstwo, już im nie uwierzę w nic! Gdyby ktoś otworzył obok konkurencyjne xero, kompetentne i uczciwe, to to stare szybko by upadło!

Mało tego! Po raz kolejny wykazali się analfabetyzmem - znowu wydrukowali mi dwustronnie, choć napisałam, że ma być jednostronnie, i to jeszcze kapitalikami! A opiekunka radośnie to odebrała bez zastrzeżeń, za moje pieniądze. :/ Za prawidłowy druk powinna płacić ze swoich. :/

4. W sklepie mieli przywieźć soki - jedyne, jakie mogę pić, jedyne, po jakich nie wymiotuję - nie przywieźli. 

5. Trzeci z rzędu dzień, kiedy praktycznie nie wstaję i niemal nie czytam. Nie mam siły na żadne kontakty, sprawy, zajmowanie się tym, czym wg prawa powinna się zajmować opiekunka i asystent ON. Nie mam siły, nie załatwię nic. I co wtedy? Co jak nie dam urzędom żadnego znaku życia? Zablokują mi rentę, zamiast się zainteresować? Jakie to typowe...


7.07
1. "Ten list został automatycznie wygenerowany przez System Biblioteczny MATEUSZ. Rezerwacja na Dziki robot ucieka w placówce PL_4 uległa skasowaniu. Powodem było nieodebranie jej w terminie".

Przyszedł mail z biblioteki, że skasowano mi zamówienie z powodu "nieodebrania książki". Tej samej, po którą opiekunka wczoraj biegała 2 razy, a której nie chciano jej wydać, bo twierdzono, że żadnej książki do odbioru nie ma. Co jest nie tak z ludźmi? Dlaczego robią takie rzeczy? Przecież jedyne, co bibliotekarka na tym zyskuje, to jakaś chora radość, że komuś zrobiła na złość, bo niczego innego na tym nie zyskała!

2. W połowie czerwca zamówiłam 2 maseczki. Takie, w których podobno da się oddychać. Do dziś nie doszły, pytam więc, kiedy zostaną wysłane. Dostaję odpowiedź, że DPD mi je dostarczyło... 25.06. I znowu: jak można być takim oszustem?! I jak można ukraść maseczki?! Przecież na tę durną komisję nie założę żadnego szalika! Trzeci raz mam ją odwołać? :/

Zamówiłam kolejną w innej firmie. Do wyboru był tylko InPost i kurier, wybrałam kuriera i zaznaczyłam, żeby sprzedawca zadbał o dotarcie tej maseczki, bo poprzednie ukradł kurier DPD. Za wysyłkę zapłaciłam więcej niż za maseczkę i nie mieli FV, więc jestem dodatkowo stratna. :/

3. Mówiłam, że skończyły się objawy zaostrzenia zapalenia jelit? To było w niedzielę. Dziś znowu mam stan podgorączkowy i dreszcze. A skoro nie mam już objawów jelitowych, to to musi być od zapalenia nerek. Nerek, których nikt nie chce leczyć! :/ To też wyjaśnia hipotonię i słabość. :/ Może to w ogóle były objawy nerkowe od początku, tylko te jelitowe je zamaskowały...


9.07
1. Opiekunka urwała mi właśnie kran w kuchni. Totalnie ułamała rurę żeliwną! Nie mam wody teraz. Muszę nalewać w łazience. :/
Czy nie może być chociaż jednego dnia bez nieuczciwych ludzi? :/

2. Ktoś mi właśnie coś wysłał InPostem - dostałam powiadomienie! - mimo że nie zamawiałam NIC InPostem! :/

Dziś był u mnie kurier DPD. Przejął się i aż mi się go szkoda zrobiło, ale sam nie wie, gdzie jest ta przesyłka. Zwrócił mi pieniądze za zamówione maseczki (ma szczęście, że to była tania paczka, a nie jakieś scrapowe rzeczy czy książki, bo wtedy byłaby warta kilka stów nawet, a nie 30 zł). Ja mam nadzieję, że ta paczka się jednak jeszcze gdzieś znajdzie, bo to były fajne maseczki, fajnie profilowane, ze świetnymi wzorami i szyte w Polsce, a nie w Chinach.

Podejrzewam, że tę maseczkę zamówioną wczoraj to właśnie nadawca wysłał InPostem, chociaż wybrałam kuriera i jeszcze dodatkowo prosiłam o zadbanie, żeby doszło. Więc już się przygotowuję na kolejny cyrk. :/

Dzisiejszy cyrk kosztował mnie zbyt dużo, żebym wytrzasnęła skądś jeszcze siły na jakikolwiek kontakt. :/ I tak jest codziennie, ci wszyscy ludzie nie dają mi nawet szansy, żeby te ich oszustwa i cyrki odchorować. To przez nich nie jestem w stanie częściej widywać się z przyjaciółmi!

3. Opiekunka dziś obiecała, że w poniedziałek będzie o 10 i zabierze mocz do badań, chociaż nie ma obowiązku przychodzić poza godzinami pracy i odwalać roboty za NFZ, na który płacę horrendalne składki, za które mnie nawet NFZ leczyć nie chce. To oznacza, że dalej nie będę leczona co najmniej do 20 lipca. Od listopada. A potem - założę się - dr radośnie wypisze mi jeden antybiotyk i tylko na tydzień, chociaż wie, że mam EDS6a, więc powinna leczenie do niego dostosować.


11.07
1. Wczoraj listonosz przyniósł mi znowu pocztę z listomatu - listomat nadal nie działa, już z miesiąc!

2. Z nerkami i przyległościami coraz gorzej. Dziś rano ból eksplodował, jakbym nigdy nie była leczona. Pomóżcie, pliz. Gdzie znajdę nefrologa, który wie, jak stosować antybiotyki w EDS6a? I musi być z nim normalny kontakt, bo samo jego istnienie mi nie pomoże. :(

3. Kolejny sukces, z którego nie umiem się cieszyć przez brak drukarki: zaproszono mnie na stałe do DT Ike's World. Dziś dostałam dostęp do ich bloga. Będę nie tylko przygotowywać projekty, ale i pisać notki na blogu. Ale jak mam to robić, skoro nie mogę NIC wydrukować?! :/ Xero w czwartek odmówiło nawet drukowania na papierze, na którym drukowało jeszcze w poniedziałek. Nie mogę używać stempli. Tylko że tak się składa, że Ike jest ich producentem i projekty mają polegać właśnie na ich wykorzystywaniu. :/


12.07
Atak potu. Atak bólu. Atak hipotonii. Problemy z oddychaniem, spadek saturacji (ponowny, bo już w nocy wybudził mnie spadek saturacji). Dlaczego? Bo śmiałam rozpakować kilka przesyłek z ali! Bardzo chciałabym wiedzieć, co robiły inne szóstki, kiedy umarły. Zakładały stanik? Wstawały z łóżka? Odpakowywały przesyłkę wielkości mydła? Próbowały założyć buty? Koszulkę? Uczesać się? To zabija. Takie rzeczy zabijają. Jak matka mogła mi to zrobić? :/ Mogła usunąć uszkodzony płód, ale nie, skazanie go na agonię przez całe życie i jeszcze dokładanie przemocy to było to, co matki robią najlepiej (i to dosłownie, ponad 80% z nich).

piątek, 10 lipca 2020

37

Dziś mam dla Was film. O CHS. Wrodzone CHS przebiega właśnie tak jak u chłopaka w filmie "Ondyna". Osoba zdrowa funkcjonuje zupełnie normalnie. Nawet jeśli przestanie oddychać, to jest w stanie samodzielnie podtrzymywać oddech właściwie bez ograniczeń. Jeśli przestanie oddychać w nocy, to się obudzi (bezdech wybudza! autorzy filmu trochę tu popłynęli). Dla wygody, żeby móc spać bez ciągłych wybudzeń, używa się respiratora typu BiPap.

ACHS, czyli CHS nabyte, nigdy nie bywa samodzielnym objawem. Zawsze towarzyszy innej ciężkiej chorobie, tak właśnie jest w EDS6a. Inne objawy ciężkiej choroby uniemożliwiają samodzielne oddychanie. W 6a hipotonia pozwala jedynie na krótkie samodzielne oddychanie, potem po prostu chory się dusi, bo nie jest w stanie zmusić wiotkich mięśni do pracy. Respirator jest mu niezbędny i powinien go mieć zawsze ze sobą, nie tylko w nocy. Nie wiadomo, kiedy i na jak długo przestanie oddychać. Każde zaburzenie homeostazy, które nasila hipotonię, jednocześnie zwiększa ryzyko bezdechu. 


O ACHS w EDS6a pisałam [tutaj].

Cały film możecie obejrzeć [tutaj].