Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2020

47

Sen z 25.07
Dystopia. Świat jak z filmów Tarkowskiego. Duży budynek, w środku ludzie i ja. Tylko ja wchodzę do środka w łaziku. Łazik wygląda trochę jak transformer albo jak robot z walk robotów. Nie jest zbyt duży, tyle, żeby człowiek się w środku zmieścił. Chodzę po budynku, próbuję się dostać do ludzi. Wychodzę z windy na każdym piętrze, biegam po schodach - i nic. Na każdym piętrze jest to samo! Widzę ludzi, ale oni mnie nie. Nie mogę też ich dotknąć, bo są jakby w innej rzeczywistości, jakby mnie od nich dzieliła szyba, ale ta szyba jest miękka i falująca jak tafla wody. Mimo to nie da się przez nią przejść.


Sen z 30.07
Odziedziczyłam? dostałam? ogromny wiktoriański dom w środku XXI wieku. Wewnątrz było jeszcze wiele pozostałości po meblach, zabudowaniach, głównie drewnianych. Spacerowałam po domu z jakimiś ludźmi (we śnie byli mi bliscy i życzliwi), testowałam, co się dało, i decydowałam, co może zostać, co wymaga remontu, a co demontujemy od razu. Niektóre rzeczy odpadały w czasie testów, np. ogromne 3-piętrowe łóżko, które chciałam zatrzymać, ale wyremontować, zawaliło się pod nami. :) Różne części odpadały od ścian.

W jednym z pokoi znalazłam ukryte drzwi, a za nimi wnękę z łóżkiem i umywalką - jakby się tam ktoś ukrywał. Postanowiłam to wyremontować, żeby nie niszczyć historycznego znaczenia tego miejsca.

Wiele było ruchomych części, obniżające się wysokie łóżko, poukrywane szafy i meble, które się otwierały po użyciu jakiegoś skobla czy zapadni. I wszystko jakby hydrauliczne, jak w teatrze, nie na prąd.


Sen z 31.07
Śniłam o Sarze, ale zupełnie nie pamiętam fabuły ani emocji.


Sen z 5.08
Bardzo dziwny sen, w zasadzie to wydawało mi się, że to prawda. Leżałam na łóżku, sama, odkryta, w piżamie, we własnym pokoju, ale ten pokój miał bardzo wysoki sufit, tak z 10m. W lewym górnym roku nad łóżkiem przez kamerkę patrzyli na mnie nauczyciele z liceum - oni widzieli mnie, a ja ich, z tym że ja wiedziałam, że to oni mimo tak maleńkiego i oddalonego ekranu, ale nie miałam pewności, czy oni wiedzieli, że to ja. Widzieli kogoś na łóżku, kogoś w ciężkim stanie. Nie mogłam się poruszyć, choć było mi zimno. Kiedy się obudziłam, okazało się, że wszystko było tak jak we śnie, tylko nie było kamerki pod wysokim sufitem.


Sen z 6.08
Bardzo ciasna latka schodowa jakiejś rudery, na podłodze gruz, stare żyletki i strzykawki. Jestem z jakąś narkomanką. Ja nie biorę, ale ona tak. We śnie wydaje mi się, że ona jest mi bliska, jakby była moją przyjaciółką; czuję, że jeśli chcę, żeby była w moim życiu, to muszę ją brać taką, jaka jest, nie próbować zmieniać na siłę.

Nagle czujemy jakieś niebezpieczeństwo, jakby ktoś chciał nas dopaść i zabić. Drzwi do korytarza są zamknięte, walimy w nie, ale nie dają się otworzyć. Kiedy nam się to udaje, okazuje się, że za drzwiami jest maleńkie pomieszczenie, w którym z problemami zmieściłyby się może ze 2 osoby, ale jest zajęte przez wciśnięty materac i jakąś dziewczynę, która na nim jakoś dziwnie półleży i nie chce się odsunąć ani nam pomóc odsunąć materac. Kopiemy w ten materac, żeby się przesunął, jakaś żyletka rozcina mi jeden z palców u nosi prawie na pół. Ból jest jak prawdziwy - dobrze, że się budzę. Jeszcze długo po obudzeniu go czuję.


Sen z 8.08
Wynajmuję mieszkanie na spółkę z kimś, kogo nie ma akurat w domu. Mieszkanie jest duże, bardzo ładne, umiejętnie łączy stare meble z nowoczesnością, ma ciepły klimat i mnóstwo niestandardowych zaułków, a część z nich stwarzają niestandardowo ustawione meble. Bardzo mi się ono podoba. I podobam się sama sobie - moje ubranie, mój wygląda. Jestem też tam szczęśliwa.

Przychodzą tam do mnie jacyś ludzie, którzy niby zaczynają jakąś imprezę. Zwracam im uwagę, że mają nie wchodzić na część mieszkania, która nie należy do mnie, nie dotykać cudzych rzeczy, nie niszczyć też tego, co nie należy do mnie, ale oni nie słuchają. Mimo że za nimi chodzę i staram się ich upilnować, ich jest za wielu i nie mogę upilnować wszystkich. Ktoś psuje drogi sprzęt grający w cudzej części mieszkania, ktoś inny usiłuje mi wmówić, że powinnam się ubierać inaczej. To niemal sen o matce. Ona w realu robi to, co ci wszyscy ludzie razem wzięci robili we śnie. Czar prysł, zamiast radości, którą czułam w tym cudnym mieszkaniu, jest strach i chęć zabicia się - nawet to jest takie samo jak konsekwencje zachowania matki w realu.

W drugim śnie właśnie skończył się rok szkolny. Pakuję dla Żwira zabawki. Ale to wyjątkowe zabawki, duże gabarytowo, każda sięga mi minimum do pasa lub piersi. W dodatku one żyją i są agresywne. Za to, że Żwiro chciał wziąć do domu tylko część z nich, reszta postanowiła mnie zaatakować, i to tak na poważnie, autentycznie zrobić mi krzywdę.

Te, które Żwiro chciał zabrać, pakuję do samochodu (samochód jest wielkością przystosowany do zabawek i trzeba go za sobą ciągnąć), sadzam je jak pasażerów. One też są żywe, ale łagodne. Te agresywne są znacznie brzydsze i czuję, że są agresywne właśnie dlatego, z zazdrości. Staram się je oszukać, że za rok Żwiro zorganizuje autobus i je też zabierze albo że wylosuje kilka z nich i zabierze autem jak tę część z nich teraz. Wcale nie chcą słuchać, a ponieważ są groźne, zaczynam uciekać.

Przez cały sen Żwiro się nie pojawił osobiście.









piątek, 7 sierpnia 2020

sobota, 1 sierpnia 2020

44

To mało, że nie mogę już normalnie rozmawiać. TO (to, co mnie złamało, a o czym jeszcze nie potrafię pisać) jeszcze dodatkowo nasila neuralgię wielonerwową. Chyba nigdy dotąd nie miałam aż tak silnej. Lewa strona twarzy, szczęka, policzek, szyja, lewy bark, żebra po lewej stronie - i to chyba jeszcze nie koniec.

Nie mogę otworzyć szczęki, mówić, gryźć. Neuralgia powoduje też większą niż normalnie nadprodukcję wydzieliny, która zawala mi nos, gardło, krtań, zatoki, lewe oko - powodując wszystkie objawy oczne, z którymi walczę od miesięcy neomycyną. Do kompletu makabryczne skutki uboczne dużej dawki neuranu.

Ból, mimo neuranu, nie pozwala mi rozumieć czytanej książki, oglądanego filmu. Nie funkcjonuję. Nie ma mnie.


Dzień drugi
W nocy nie znalazłam nic, kompletnie żadnej informacji o pogotowiu dentystycznym dla ON! Nie ma nic! Totalnie nic! Potrzebuję konkretnego pogotowia, takiego z karetką (albo transportem medycznym zabierającym wózki) i anestezjologiem, który nie będzie robił problemów, kiedy usłyszy o EDS6a. Czy ktoś z Was zna takie miejsce w Warszawie?

Dziś ząb ćmi, to nie jest duży ból. Bóle zębów mam niemal codziennie, należą do kategorii bólów, które się z zasady ignoruje. I ten ból też bym ignorowała, gdyby nie to, że zachowuje się jak ból głowy - powoduje neuralgię, i to neuralgię gigant. Takiej silnej, rozległej i trwającej tak długo nie miałam jeszcze nigdy.

Dziś ból nieco zmalał, ale objawy neuralgii i neuranu mieszają się i trudno je odróżnić. Co chwilę zasypiam. Jestem oderwana od czasu, pół przytomna. Mam problem ze wzrokiem - nie widzę normalnej wielkości czcionki, z której korzystam na co dzień, nie mogę czytać z ekranu, bo nie da się go przysunąć bliżej. Nie widzę też, co piszę. Mam zawroty głowy, chodzę, trzymając się, czego popadnie. Nasiliły się problemy oczne i zwiększyła się ilość niepotrzebnej wydzieliny z zatok. Przy każdym ruchu ból eksploduje, mniej boli tylko wtedy, kiedy leżę.

To kilka rodzajów bólu. Najsilniejszy jest ten, jakby ktoś mi rąbał szczękę na kawałki, i te nagłe eksplozje bólu po lewej stronie ciała, kiedy się poruszę.


Dzień trzeci
Dziś już na szczęście tylko migrena, mdłości, trochę efektów ubocznych neuranu. No i ból zęba, ale teraz nie powoduje neuralgii. Nigdy nie zrozumiem, na jakiej zasadzie to działa, a bez tego jak mam tego uniknąć?

Senność ogromna, choć nie wiem, z czego się bierze. Organizm tak reaguje na wyjątkowy ból? Obudziłam się o 16 i zaraz wracam do łóżka; organizm nadal śpi i zabiera mi tlen, spłycając oddech. Trzymajcie kciuki, żeby nie doprowadził do włączenia ACHS.

I jestem w szoku - mimo że prawo nakazuje dentystom wysłanie karetki po ON, w sieci nie udało nam się znaleźć ani jednej informacji o tym! Nie ma absolutnie żadnych informacji dla ON, gdzie mogą znaleźć nagłą pomoc dentystyczną. To kolejna sprawa do nagłośnienia, o której media milczą.


Dzień czwarty
O 7 rano obudziła mnie neuralgia z całym inwentarzem, więc wzięłam neuran w potrójnej dawce. Neuralgia nadal ćmi, ale neuran zrobił ze mnie pijaka. :/

Jak tylko wstałam, żeby się ogarnąć, ból eksplodował. :/ Głowa po lewej stronie zaraz mi pęknie. Mam wrażenie, że lewe oko mi zaraz wypłynie.

BTW, wczoraj napisałam do MCS. Raz mi odmówili, ale nie mieli prawa tego robić, więc spróbuję jeszcze raz... Tata by mi pomógł. Zawiózłby mnie i domagałby się pomocy. Matka tylko gada o pomocy. Zawsze wie, kiedy zniknąć.



2 dni później
Nieprzespana noc. Promazyna znowu nie działa. Po tym wszystkim, co się działo ostatnio, nadal do siebie nie doszłam i nie kontaktuję.

A do kompletu z półsnu wybudziło mnie uruchamianie kompa. Normalnie odpalił monitor i uruchomił się do końca! Przestraszyło mnie to, więc uruchomiłam skanowanie - ale komp odmawiał, a po chwili wywalił niebieski ekran. Musiałam zrobić twardy reset. O co kaman? Włamał mi się ktoś? Zdalnie uruchomił? Bo do tej pory owszem, komp sam się uruchamiał, ale to trwało tylko kilka sekund, nie odpalał przy tym monitora i od razu się wyłączał (to też dziwne, skoro ma ustawioną hibernację). A teraz pierwsze co, to odpalił monitor!




piątek, 24 lipca 2020

42

Sen z 17.07
Śniło mi się, że byłam... szczurem na statku kosmicznym (ten statek to pewnie z oglądanego akurat serialu "Ascension"). Przemykałam po sterylnych korytarzach, musiałam ekstremalnie uważać, żeby nikt mnie nie zauważył, bo przecież by mnie zaraz zabili. Znalazłam szczurzątko i nie mogłam już tak łatwo się ukrywać ani przemierzać korytarzy. Znalazłam schronienie w załomie ścian w kajucie jakiegoś dziecka. Dzieciak dał mi szmatki i jedzenie i pomagał mi się ukrywać. Ale ten załom też nie był bezpieczny, bo ściany się nie schodziły idealnie, była szczelina łącząca pokój dzieciaka z jakimś innym, a ten inny był regularnie sprzątany. Miotła idealnie się mieściła w załomie i musiałam uważać, żeby mnie nie wymieciono, bo to też oznaczało śmierć.


Drugi sen był dziwny. Śniła mi się nieżyjąca już od wielu lat A. Chciałyśmy wziąć udział w konkursie śpiewania. A. miała ciało ptaka, nielatającego małego ptaka, którego nosiłam delikatnie w swoich dłoniach. Obie miałyśmy śpiewać w tym konkursie. Byłyśmy pewne, że będziemy śpiewać przed jury, a nie przed publicznością. Niestety okazało się, że to drugie, w dodatku inni śpiewający mieli się nam z publiczności przyglądać, a okazało się, że wśród nich jest A. B., którą znałam w dzieciństwie, ale w dorosłości należała do tej części mojej przeszłości, której nie chciałam pamiętać. Wiedziałam, że będzie patrzyła na mnie z wyższością, że jak matka, będzie pragnęła wbić mi szpilę w białych rękawiczkach. Zrezygnowałam ze śpiewania. Jakie to życiowe! Nawet we śnie rezygnuję z czegoś, co kocham, żeby uniknąć przemocy, mimo że to przemocowcy powinni zrezygnować z przemocy! Całe moje życie tak wygląda.


Sen z 18.07
Wielki sklep z pięknymi ubraniami i artykułami do kolorówki. Ja i inne dziewczyny mamy prawo wybrać sobie kreacje i kolorówkę na wielki bal (nie wiem, co to za bal, ale bardzo mi na nim zależy). Wybrałam piękną szafirową, zwiewną kreację z dodatkami - nigdy nie wyglądałam tak pięknie. Nagle we śnie wyskakuje matka, kradnie moją kreację dla siebie, a wszyscy udają, że tego nie zauważyli! (znowu jak w życiu!). Matka wygląda paskudnie w mojej kreacji, nie jej kolor, nie jej fason, ale nie chodzi jej o to, żeby ona wyglądała dobrze, tylko żeby mnie zrobić na złość, jak zwykle. W tym śnie po raz pierwszy ktoś się za mną wstawia, przedstawicielki sklepu odbierają jej moją kreację, dają jej inną, bardzo zgrzebną i brązową. Każą jej ją włożyć i wszyscy wiedzą, że matka nie może odmówić. Wszystkie dziewczyny i ja wyglądamy przepięknie, tylko matka nie. Takie zgrzebne ubranie świadczy o tym, że jest złym człowiekiem i wszyscy o tym wiedzą, bo właśnie po to jest takie ubranie. My bawimy się świetnie i żałujemy, że takiego balu nie było na koniec liceum, tylko jakaś durna studniówka.

Ten sklep wygląda jak dom mody. Oglądam mnóstwo pięknych ubrań, np. granatową kurtkę z żółtymi dodatkami - jest kapitalna! Szkoda, że nie można takiej mieć w realu!


Sen z 24.07
Mieszkanie w bloku, noc. W pokoju rodziców zaczyna się palić przedłużacz. Na razie to mały ogienek, wystarczy wyciągnąć wtyczkę, żeby go przerwać. Ale rodzice leżą na kanapie i nie reagują, choć nie śpią. Krzyczę do taty, żeby wyciągnął wtyczkę. On niby wstaje i niby ogarnia narzędzia, ale w tym czasie ogień już płonie, obejmuje cały pokój. Gdyby tata nie był tak opieszały, to bez problemu ugasiłby ogień, a teraz to praktycznie niemożliwe!

Zabieram psa i przechodzę do drugiego pokoju. Ale i tam zaczyna płonąć ogień. Uznaję, że nie mam zamiaru spłonąć, a tym bardziej pies nie może spłonąć ani cierpieć. Wrzeszczę do taty, żeby coś zrobił, żeby chociaż wezwał straż pożarną (on ma telefon, ja nie mam nic - ani telefonu, ani wody, ani nic, czym mogłabym gasić ogień). Tata siada na kanapie obok leżącej i obojętnej na ogień matki i mówi mi, że już za późno. To oczywiście nieprawda, bo przecież może wstać i wyjść z mieszkania, może wezwać straż i ratować sąsiadów - ale on tego nie robi! Rezygnuje bez powodu!

Zabieram psa i wychodzę z płonącego mieszkania. Na klatce schodowej wrzeszczę, że się pali, żeby zaalarmować sąsiadów, żeby wezwali straż, żeby nikomu więcej nic się nie stało.

Mieszkanie i pies były wyśnione, nie istnieli w realu, poza tym uderza mnie realizm tego snu. Tata całe życie pozorował, że coś robi, że mnie chroni przed przemocą matki, a tak naprawdę to siadł na laurach i nie chciał z tym robić nic. Ja - nie mając żadnych narzędzi! - uciekłam z przemocowego mieszkania, ratując psa i alarmując wszystkich wokół, żeby nikt więcej nie oberwał.







środa, 1 lipca 2020

32

1. Sen raczej jak te z horrorów, taki miały sztafaż. Byłam w bardzo mrocznym mieszkaniu, w którym panował półmrok i nie dało się włączyć światła. Wiedziałam, że to mieszkanie matki, więc chodziłam po nim i szukałam jej. W kuchni, pokoju, a nawet w łazience stały meble z odzysku, oszlifowane do żywego papierem ściernym - idealnie przygotowane do przecierania i ozdabiania, czyli dokładnie tak, jak marzę od dawna, ale mnie nie stać. Matkę stać, ale na złość mnie, choć takich mebli nie znosi, zrobiła sobie tak całe mieszkanie (jakie to typowe dla jej realu!). Podłoga czasem skrzypi. W łazience rząd 3-4 pryszniców, wszystko białe. Wszystko przyciemnione i niewyraźne, nie widzę za dobrze. Nagle widzę fragment dłoni, jakby ktoś z wewnątrz kabiny prysznicowej złapał dłonią za drzwi od góry. Wiem, że to matka, ale zanim udaje mi się złapać tę dłoń, znika. Natychmiast zaglądam od góry - pod prysznicem nikogo nie ma. Wołam więc "Mamo!", a ona mi odpowiada, jakby głos się oddalał: "Tutaj jestem!", choć wcale jej nie ma. Mam ją gonić, szukać, choć wiadomo, że nigdy nie da mi się znaleźć, bo nie chce być moją matką. Odnajduję za to moją ex opiekunkę Monikę O., która czekała na mnie i przywitała z otwartymi ramionami.

2. Adoptowałam szczeniaka kota. Chodzę po zrujnowanej Warszawie z tym kotem zawiniętym we własną koszulkę, bo nic innego nie miałam. Nagle kot mi ucieka. Woli zginąć, niż być ze mną, ale mimo to szukam go, chodzę i wołam. Nie odpowiada ani nie wraca.







sobota, 20 czerwca 2020

28

Sen 1.
Akcja dzieje się wzdłuż drogi z Zegrza do Legionowa. Z północy na południe po lewej stronie drogi ciągną się zalesione, ośnieżone góry. Śniegu jest dużo. Uciekamy z tatą, ukrywając się w tych górach, przed matką. Jest wyjątkowo pięknie i w takim pięknym krajobrazie czujemy grozę, strach przed mackami matki; mamy świadomość, że to ucieczka na śmierć i życie i że mamy niewielkie szanse; że ona nas i tak dopadnie.

Sen 2.
Jestem u jakiegoś sympatycznego profesora, który ma mi udzielać korepetycji. Ma mnie uczyć jakichś bzdur matematycznych i o... marihuanie. Zastanawiam się, jak mi pójdzie nauka w tym wieku i po co właściwie mam wracać do szkoły, skoro zawodu już przecież nie zmienię.


***
Marta Wasilewska-Frągnowska




sobota, 13 czerwca 2020

25

Dzisiejszy sen był bardzo dziwny, ale wpisuje się w moją normę. :) Z jakiegoś powodu wyssano całą wodę z Wisły. Razem z Sarą (ale to nie była prawdziwa Sara, tylko jakiś mały mieszaniec na końcu smyczy) spacerowałyśmy po wale. Na dnie koryta było jeszcze trochę wody. Ludzie też spacerowali wałem. Nagle ktoś krzyknął, że odkręcili wodę, i Wisła zaczęła się dość szybko napełniać. I... przepełniać! Nie czułam zagrożenia utopieniem, ale miałam pewność, że trzeba wejść gdzieś wyżej. Wyciągnęłam psa z wody i skierowałyśmy w stronę domu. Razem z rodzicami właśnie się przeprowadziliśmy do domu w pobliżu Wisły. To była wąska kamieniczka, bardzo wąska, trochę jak plomba wstawiona w puste miejsce. Prawie całą szerokość zajmowały schody - tym razem wąskie, ale też drewniane. Nasze bagaże po przeprowadzce piętrzyły się na parterze, który zaraz miała zalać woda. Zaczęłam je wnosić na piętro, ale nikt mi nie pomagał! Krzyknęłam do rodziców, żeby się ruszyli do roboty, bo na razie tylko ja dźwigam, mimo że jestem tu jedyną ON. Po czym się obudziłam.


***
Dzień się zaczyna paskudnie. Opiekunka znowu mnie oszukała. Umówiła się ze mną, że jeśli będzie jakiś nr z listomatu, to przyjdzie w piątek. Numer przyszedł już we wtorek. Pisałam do niej i w środę, i w czwartek, a mimo to się nie pojawiła ani nie odpisała! Nie po raz pierwszy! Czy ktoś może mi wyjaśnić dlaczego firma zatrudnia takie nieuczciwe osoby? I dlaczego sama jest nieuczciwa? Bo firma też nie skontaktowała się ze mną, żeby chociaż zapytać, czy przysłać kogoś na zastępstwo! I też robi to nie pierwszy raz i nie tylko mnie...

Żyć się odechciewa. Jestem traktowana jak jakiś śmieć, gorzej niż bandyta, a przecież nigdy nikogo nie skrzywdziłam. W takich momentach bardzo wyraźnie zdaję sobie sprawę, że to nie depresja zabija ludzi, tylko inni ludzie. Właśnie tacy - nieuczciwi, przemocowcy, którzy nie zasługują na miano człowieka. Moje szczury są bardziej ludzkie niż oni.

Mam usługi 2 razy w tygodniu, nie raz, w dodatku z zastrzeżeniem, że ten raz to absolutne minimum, poniżej którego nie można zejść. Nikt nie może tego tłumaczyć urlopem czy świętem, bo ON nie przestają przecież być ON w żadne urlopy czy święta!

Miarka się przebrała, teraz już na pewno napiszę skargę.


***
13.04. Dziś użerania się z nieuczciwcami ciąg dalszy. Pewien sklep usiłował mnie oszukać, że nie zapłaciłam za zakupy. Nie mogę tego sprawdzić na koncie, bo bank nadal blokuje mi logowanie (tak, tylko dlatego, że jestem ON!), dlatego napisałam do P24, przez które transakcja się odbyła. Możliwe są tylko 2 scenariusze: 1. pieniędzy apka nie pobrała albo pobrała i zwróciła - w każdym razie nie dotarły na konto sklepu; 2. sklep oszukuje klientów, że ma P24, ale wystawia tylko atrapę bez możliwości zapłaty. Z P24 najpierw odpisano mi, że nie mają płatności kartą, więc pokazałam im to. Na swojej własnej stronie piszą, że mają płatności kartą, poza tym już w ten sposób płaciłam, dlaczego chcą mnie w taki sposób oszukać?! Po wysłaniu im linka odpisali, że faktycznie, mają płatności kartą, ale słowa "przepraszam" w odpowiedzi nie było.

Napisali mi też, że nie wszystkie sklepy umieszczają tę opcję u siebie. Niektóre oszukują, że mają P24, ale dopiero po wejściu w płatności P24 okazuje się, że możliwości płatności nie ma, bo sklep ją skasował, nie uprzedzając klientów! Tak było w przypadku _tego_ sklepu! I tyle dni mi piszą niegrzeczne maile, próbując wszystko zwalić na mnie, ale jakoś "zapomnieli wspomnieć" o tym drobiazgu!


***
Kolejna sprawa z dziś. Zablokowali mi telefon, bo widzę tylko połączenia alarmowe, mimo że 11.06 zrealizowałam kod do karty i na koncie mam 24 zł z groszami! To jest jakiś absurd! Dlaczego na każdym kroku trzeba się wiecznie użerać z nieuczciwymi nierobami?!


***
Na pytania w sprawie głosowania nadal nie otrzymałam odpowiedzi. Stanęło na tym, że w tym roku pis wykluczył z głosowania ON. Bez powodu. Mimo że mamy pełne prawa. Gdzie można zgłosić tego rodzaju dyskryminację? Dyskryminację przez odebranie prawa do głosu?

Osoby z EDS6a rozpaczliwie potrzebują zasobów, żeby przeżyć, i fizycznie, i psychicznie, każdy kolejny dzień. Nie mogą ich trwonić na czyjeś nieróbstwo, oszukiwanie i podłości, bo to bezpośrednio zagraża ich życiu! I nikt nie ma prawa wymagać od szóstek, żeby się tak poświęcały! Jakim cudem prawo na to zezwala? Nigdy tego nie zrozumiem. W naszym kraju za nic karze się i dyskryminuje już doświadczonych przez życie uczciwych ludzi, a przemocowcy chodzą sobie wolni bez żadnej kary, mimo że prawo mówi co innego. I tylko my protestujemy, innym to odpowiada!


***
Jerzy Treit







czwartek, 11 czerwca 2020

Sen

Dziś znowu ciekawy sen. Zawsze mam sny z pełnowartościową, logiczną fabułą, choć czasami są straszne. Dzisiejszemu snowi towarzyszyło poczucie zagrożenia życia. Byłam dzieckiem z domu dziecka, który prowadziły jakieś zakonnice. Zakonnice były potworami, zagrażały naszemu życiu, dlatego ja i ktoś jeszcze podjęliśmy próbę ucieczki.

Dom dziecka mieścił się w ogromnym starym budynku w środku lasu. Dom miał ogromne, szerokie drewniane schody, jak w jakimś starym sądzie. Podesty na półpiętrach były przestronne i stały na nich oszklone komody pełne figurek, które były marzeniem każdego kolekcjonera. Staraliśmy się bardzo cicho zejść po tych schodach, co było trudne, bo skrzypiały, a bycie złapanym oznaczało śmierć.

Udało nam się jednak i potem uciekaliśmy przez ośnieżony las iglasty, przepiękny, ale koszmarnie wietrzny i zimny.


(autorem obrazu jest Victor Yushkevich)



wtorek, 9 czerwca 2020

***Sen***i inne cuda

Dziś we śnie latałam na spadochronie. No, czymś w rodzaju. :) Nie wyrzucano nas z samolotu, nie wznoszono w żaden mechaniczny sposób, a lotnia też wyglądała inaczej niż wszystko, co dotychczas widziałam. Wchodziło się po wąskich schodkach na taką jakby skocznię, rozpędzało się przodem do góry, do litej skały, aż prądy powietrzne przy skale łapały lotnię i wynosiły do góry. Lotnia czy spadochron to był jakby duży balon zrobiony z kwadratowej płachty materiału, nadmuchiwał go prąd powietrza, więc można było na nim latać. Mocowało się je do pleców na uprzęży.

Byłam tam z tatą i dziadkiem. Wszyscy lataliśmy. W pewnym momencie ktoś zbiegł do mnie na dół i powiedział, że dziadek się rozbił i zginął. Jak dobiegłam na górę, to wynoszono ciało dziadka w czarnym worku... Nie wierzyłam, dziadek był z nas najlepszy! Musiał go złapać jakiś wir i rozbić o skałę, bo niemożliwe, żeby popełnił błąd.


***
Dziś zachwyciły mnie przecudowne konie i inne cuda Ewy Lutomskiej-Bracikowskiej. Zajrzyjcie koniecznie na jej fp!










poniedziałek, 8 czerwca 2020

***Lektury*** Głosowanie***ZUS***

Dostałam dziś migreny, bo urzędy znowu robią sobie jaja z ON. Dziś opiekunka przyniosła z listomatu pismo z ZUSu, w którym wyznaczono mi termin komisji na... jutro o 8:00! Pisemko było napisane 27 maja, wysłane 29 maja, i to zwykłym listem. Mogło nawet w ogóle do mnie nie dotrzeć, a w środku straszą mnie, że jeśli przed komisją nie zgłoszę, że nie mogę dotrzeć, to wstrzymają mi rentę! ZUS jest totalnie oderwany od rzeczywistości! Wysyłają to pismo do ON, więc przecież wiedzą, że będzie ona musiała załatwić transport. A wiadomo, jak działa ten transport w Warszawie - trzeba minimum 2 tygodnie wcześniej przewidzieć, że się będzie chorym, żeby zawieźli do lekarza. Mamy czytać ZUSowi w myślach, żeby wiedzieć, że transport będzie potrzebny. Cóż, ja nie czytam w myślach.

Mało tego. Nie ma z nimi żadnego kontaktu. Ich normalny adres jest przekreślony, a maila do kontaktu nie podają w ogóle. To jak ta ON ma się niby z nimi skontaktować? A co gdybym nie otworzyła tego pisma przy opiekunce? W czwartek jest wolne, więc mogłaby wydzwaniać do ZUSu dopiero w poniedziałek za tydzień. I co, ZUS by sobie niefrasobliwie pozbawił mnie środków do życia? Bo urzędas popełnił szereg błędów? Mają mi znowu wysłać nowe zawiadomienie z nową datą, ale czy ta data znowu będzie z dnia na dzień?

Kolejna sprawa dziś to zgłoszenie do wyborów. [przeczytajcie tutaj] Uzupełniłam notkę o wyborach korespondencyjnych i o tym, jak rząd robi od lat wszystko, żeby nie dopuścić ON do głosowania. I nadal nie mam pewności, czy UG mnie do tych wyborów dopuści, czy mi w ogóle odpiszą. ON są w Polsce ignorowani i dyskryminowani wbrew Konstytucji i Konwencji Praw ON. Jest 8.06, za 20 dni głosowanie, a na stronie UG nadal nie ma żadnej informacji na ten temat.


***
79. "Szaławiła" Marta Kisiel
80. "Oczy uroczne" Marta Kisiel"
81. "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" Marta Kisiel
82. "Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel
Uzupełniam braki w cyklu dożywotnim. Cały cykl jest przeuroczy, potwory są słodkie, nawet jeśli są straszne. Nie można się oderwać i nie można ich nie lubić. A ostatni tom już zupełnie wymiata! W moim ulubionym domku Ody w środku lasu, w totalnej głuszy jest i anioł, i czort, i demon (mamusza czorta), i pies, i parę innych kreatur z innego wymiaru. Można jakoś przełknąć nawet obecność 10-latka (a z męskich postaci w tym cyklu to ja znoszę jedynie Szczęsnego, Konrada, Turu i Bazyla, reszta jest jakaś niewydarzona), oraz zimy i białego obrzydlistwa.

I rozbraja mnie, i rozśmiesza to, że chrześcijaństwo nawet diabła wzorowało na czorcie, zamiast wymyślić jakąś postać samodzielnie. A czort w kiślowersum jest obłędny! Będę sobie teraz diabły wyobrażać w postaci Baszyla. :D

W I części "Licha" Marta kapitalnie wyjaśnia dzieciom, co w chrześcijaństwie pochodzi z pogaństwa.

"– Ukochana córeczka tatusia?
– Wielkie rozczarowanie mamusi.
– Aż tak źle?
– Ciężki przypadek wiecznego niezadowolenia. Mój ojciec umarł, żeby w końcu mieć święty spokój, zawsze będę to powtarzać.
– A ty? Wzięłaś ją na przeczekanie?"

["Szaławiła" Marta Kisiel]

To cytat jakby zupełnie o mnie. I o tacie. Bardzo dosłownie. Tylko u Ody, bohaterki cytatu, przemocy jednak było znacznie mniej.


Wrzucam okładkę, bo jest przepiękna! Ilustrację na okładkę wykonała Elwira Pawlikowska. Polecam Wam jej blog! Zakochałam się w jej ilustracjach od pierwszego wejrzenia!






niedziela, 7 czerwca 2020

***sny***obrazy***

Dziś pamiętam 2 sny. W pierwszym chodziłam z Olą po wielkiej łące i zrywałyśmy kwiatki i gałązki do suszenia, żeby potem mieć do prac scrapowych. :)

W drugim śnie z kolei z tatą pojechaliśmy do Wieliszewa. Oglądaliśmy domy z działkami na obszarze od krzyżówek w Zegrzu do krzyżówek w Wieliszewie. W moim śnie stały tam jedynie domy do kupienia, nikt jeszcze w nich nie mieszkał, było ogromnie dużo zieleni, wiele starych drzew i masa dzikich zwierząt oraz zwierząt gospodarskich, które chodziły luzem, ale nie wykazywały żadnej agresji. Domy stały na dużych działkach w taki sposób, że do sąsiadów było daleko. Było słonecznie i pięknie. A deweloper w swoim biurze sprzedawał książki dla dzieci i oglądałam je z myślą o bratanicy. Nie było z nami matki, nie psuła nam radości swoim wybrzydzaniem, nie braliśmy w ogóle pod uwagę, że może z nami zamieszkać.

4 książki dla dzieci przeczytałam w realu w czwartek, a o budowie i urządzaniu domu czytałam wczoraj u Marty Kisiel (Oda buduje dom na fundamentach domu Konrada). Miło, że mózg ostatnio do snów wybiera miłe miejsca i osoby, które kocham. :)


***
A poniżej kilka przepięknych obrazów Moniki Zdaniewicz. Więcej możecie obejrzeć na jej [stronie].